Śmierć córki Stanisława Górnickiego

W niedzielę 21 grudnia 1919 roku, o godz. 11 minut 30 w nocy, ulicą Tadeusza Kościuszki przechodziła grupa wojskowych w stanie nietrzeźwym. Zauważyła tę grupę warta, stojąca na odwachu i chciała ją aresztować. Ponieważ uczestnicy grupy nie chcieli ulec aresztowaniu nastąpiła wymiana strzałów.

Marysieńka GórnickaMarysieńka Górnicka
Źródło zdjęć: © Archiwum
Krzysztof Wiśniewski

Skutek tych strzałów był fatalny, albowiem kula ugodziła przechodzącą właśnie ulicą pannę Marysieńkę Górnicką, córkę szeroko znanego w całym kraju i w mieście naszym p. Stanisława Górnickiego. Ponieważ pocisk trafił w serce, śmierć nastąpiła prawie natychmiast. Grupa wojskowych po strzale zbiegła. Poruszona do żywego tym wypadkiem opinia publiczna domaga się energiczniejszego w sprawie tej śledztwa i opublikowana stosownego komunikatu urzędowego.

Marysieńka Górnicka
Marysieńka Górnicka © Archiwum

Zmarła w wieku lat 17 śp. Marysieńka Górnicka rokowała najpiękniejsze przymiotami swego z umysłu i serca nadzieje. Ból i rozpacz rodziców nie mają granic! Niech osłodą w ciężkim i położeniu będzie ta pewność, że całe miasto łączy się z nimi w tej ich żałości serdecznej rodzicielskiej.

Marysieńka Górnicka
Marysieńka Górnicka © Archiwum

"Gwiazdka rodzicom" – wspomina brat

— Marysieńko! źle napisałaś zaproszenie na wieczornicę dla żołnierza polskiego; trzeba będzie jeszcze raz ułożyć...

— Dobrze, mamuśko, pójdę do koleżanki i razem porozpisujemy na wszystkie strony. Ach! jak się ucieszy, że i ja cośkolwiek zrobię dla naszych kochanych żołnierzyków.

I pisały i gwarzyły i marzyły. Wszak to już ostatni rok i ostatnia gwiazdka ich gimnazjalnego życia - oto już się przygotowują do matury dojrzałości i wylecą w świat zdobywać dalszą naukę. Marysieńka, słodka siostrzyczka, kończy gimnazjum, a usposobienia iście dziecinnego, bo kocha drobiazg, kocha biednych, kocha wszelaką nędzę. Jest ona umileniem dzieciarni nadbrzeża wiślanego, weseleniem koleżanek i miłością dla swego brata, całym światem dla swej babuni, a dla swych rodziców gwiazdką, zesłaną przez dobrego Boga, która im świecić w pomroce nędznego ludzkiego żywota.

Skończyły pisanie, gawędy, przekomarzanie się koleżeńskie i zabierała się Maryśka do domu. Koleżanki wraz ze swą matką postanowiły ją odprowadzić: ubierają się i razem rozszczebiotane wychodzą na ulicę. Pierwsza wyszła Marysieńka i... znalazła kulkę, która momentalnie przecięła pasmo jej pięknego żywota. Kulka przeznaczona na wrogów ojczyzny, dostała się w udziale jako upominek gwiazdkowy polskiemu dziewczęciu!..

Już czas, aby upajanie naszego dzielnego wojska skończyło się!. Na całym świecie dbają o to, aby w wojsku odsunąć alkohol, ów trąd człowieka cywilizowanego, - w Ameryce wydają prawa parlamentarne w tym względzie, a u nas?!...

Prawda, istnieje zakaz sprzedaży alkoholu naszemu żołnierzowi, ale ten zakaz istnieje tylko na papierze, na wystawach restauracji i barów i... o, ironio!, niewinno dziewczę polskie pada od kuli. I zanieśli Marysieńkę zmarłą do szpitala i długo, bo parę godzin, dzierżyła w swym ręku listy kwesty na żołnierza polskiego i za ten czyn bohaterskiego serca córy stroskani rodzice otrzymali: Gwiazdkę na uroczystość Bożego Narodzenia. Ks. Górnicki.

Zaniepokojonej opinii publicznej kapitan Herbst z dowództwa Grupy Operacyjnej generała Pruszyńskiego informował na łamach płockiej prasy, że Sąd Polowy Grupy Operacyjnej wdrożył z powodu tego wypadku energiczne śledztwo. Aresztowani w tej sprawie żołnierze francuscy oddani zostali oddaleni do dalszego śledztwa Misji Francuskiej w Warszawie, albowiem ta Misja jest jedynie właściwą do postępowania karnego przeciwko nim.

Winni zajścia żołnierze polscy nie należący do grupy operacyjnej - oddani będą orzeczeniu Sądu dowództwa Generalnego w Warszawie, a jednocześnie, co do reszty żołnierzy będzie powołany do orzekania także w dalszym ciągu sąd połowy Grupy Operacyjnej. Obecnie nie nadaje się sprawa do bliższego rozstrzygania publicznego, opinia publiczna może być jednak spokojną, że tak Misja Francuska, jako też powołane do wkroczenia sądy wojskowe sprawę rozpatrzą należycie j pociągną winnych do surowej odpowiedzialności.

Pamięci zacnej polskiej dzieweczki tych słów parę poświęciła Janina Bogdan (znana powszechnie jako Janina Bogdanówna, ur. 16 czerwca 1880 roku w Płocku, zm. w 1948 roku) to polska nauczycielka, publicystka, działaczka społeczna oraz patriotyczna, blisko związana z historią i życiem społecznym Płocka. Przed kilkoma dniami miasto nasze wstrząśnięte zostało straszną wieścią o tragicznym zgonie jedynej ukochanej córki znanego i cenionego przemysłowca p. Stanisława Górnickiego i zacnej jego małżonki.

Wieść jak grom uderzyła w spokojne ognisko domowe i zburzyła doszczętnie jego szczęście; jak krwawa błyskawica oślepiła i wytrząsnęła wszystkich znajomych i życzliwych zmarłej. Wśród nich w pierwszym rzędzie boleśnie dotknęła szkołę, w której zmarła od szeregu lat pobiegała nauki i którą miała w tym roku szkolnym właśnie ukończyć. My, wychowawcy, wiedzieliśmy, że zgasłe dziewczę przywiązane było do swej uczelni całą morą i szczerością poczciwego dziecięcego serca. To też głuchy jęk wydzierał się nam z piersi gdyśmy stanęli nad jej trumną. Śp. Marysieńka była nam otuchą i nadzieją, że znojna praca nie zawsze idzie na marne, że ziarno rzucone na bogatą glebę jej cucha, obfity plon wyda i stokrotnie wynagrodzi nam trudy i zabiegi, poniesione koło jej wychowania.

Jakże inaczej żegnać ją pragnęliśmy: pełna radości. promieniującą szczęściem z ukończenia mozolnych studiów, rwącą się do życia po jego urok i cel, po nowy czar i powab, jaki doje pełnia sił młodości, zdrowie i wiedza. Inaczej jednak chciał los. Bóg w dobroci swojej tak często niepojęty, chciał jej oszczędzić goryczy i zawodów życia, chciał ustrzec jasną biel jej przeczystego ducha od zetknięcia się z brudem i grzechem ziemi; odjął jej przeto pełną czarę od ust i zamknął je na wieki. Odeszła od nas nagle, a tak cicho, jakby odchodzący anioł zaszeleścił skrzydłami.

I rzeczywiście. gdy myślą ogarniamy życie zmarłej, zdaje. nam się, że Bóg zesłał tu na ziemię, na ten krótki żywot, jednego ze swych aniołów, aby pokazał ludziom, jak żyć należy, jak żyć trzeba i można. Anioł roztoczył przed nami blaski swego ducha, tę niczym niezmąconą pogodę serca i umysłu, dał wzór i odszedł. A my, wpatrzeni weń pamięcią, żegnamy go z bólem i żalem, że nas tak rychło opuścił. Ty zaś, młodsi, nie trać nigdy z oczu i z pamięci tego świetlanego wzoru, jaki ci nasza ukochana Marysieńka zostawiła. Pamiętaj, że była ona żywym przykładem tego, czym każda z was z łatwością stać by się mogła, gdyby zechciała ją naśladować: jej naturalną skromność, pracowitość, obowiązkowość, uczynność, jej poświęcenie dla innych, szczególnie dla tych, którzy cierpią braki, którym ciężko pchać taczkę żywota. Nie minęła nigdy obojętnie nędzy lub cierpienia, aby nie obetrzeć im łez. Zawsze łagodnie uśmiechnięta była orędowniczką innych - nigdy swoją własną.

Pomimo całej pokory chrześcijańskiej i poddania się woń Bożej, zgrozą nas jednak przejmuje fakt, że to właśnie szlachetne dziewczę, rokujące na przyszłość tyle nadziei, padło ofiarą zabłąkanej kuli; kuli, którą ręka żołnierza ładować winna do karabinu z myślą o wrogu, nie zaś, aby lekkomyślnie robić użytek z broni palnej i aby takie, jak ta, ofiary padać miały.

Pomyślmy, ile dobra zginęło z tą dzieweczką! Ile łez pozostanie nieotartych! Ile nędzy bez wsparcia!. Ile serc bez pociechy i ukojenia! I mimo woli sięgamy do. praprzyczyny tego tragicznego wypadku. I tu powiedzieć sobie musimy, że zawiniła głównie me lekkomyślność i nieostrożność, a wódka - wódka, ten wynalazek szatański, który przemienia człowieka w niepoczytalne i wstrętne bydlę. Gdyby pijani żołdacy nie wywołali burdy ulicznej, me byłby padł śmiertelny strzał, godzący na ślepo w pierś, niewinnej, rwącej się do życia dziewczyny, rojącej złote marzenia o bliskiej przyszłości.

U Jej otwartej trumny cisnęły się tłumnie wspomnienia o tylu innych, znanych i nieznanych ofiarach nadużycia alkoholu. Ile przezeń sponiewierano żon, ilu dzieciom zatruto organizmy, ile rodzin zepchnięto na samo dno nędzy i upadku, ilu morderstw i innych zbrodni dokonano pod wpływem alkoholu!

To też z szacunkiem i uznaniem uchylić czoła należy przed wszelką inicjatywą bądź prywatną bądź społeczną, zmierzającą do zupełnego zaniechania i usunięcia tej trucizny. Tu dla kobiety, dla jej energii leży szerokie pole. Może ona działać w różnym charakterze: jako kapłanka domowego ogniska winna nie dopuście na swój stół ani kropli alkoholu.

Znam liczne rodziny w rozpitych skądinąd Niemczech, które szczycą się tym, że podczas przyjęć towarzyskich nie poświeci u nich na stołach ani kieliszek ani kufel. Możemy sobie wyobrazić, jaka wykwintna, prawdziwie kulturalna atmosfera w środowiskach takich panować musi Wiemy, że i u nas w Polsce są takie rodziny. Ale jakże ich mało !

Tu mi pamięć stawia przed oczyma przykład kobiet szwajcarskich, które związały się w kraju całym w olbrzymie stowarzyszenia antyalkoholiczne. One wyszły już z ciasnego koła domowego ogniska i podjęły akcję na szerszym, polu. akcję społeczną. Chcąc ułatwić swym mężom, synom i braciom unikanie. alkoholu, pozakładały w każdym mieście i miasteczku, po większych i mniejszych osadach restauracje, kawiarnie i cukiernie, gdzie można dostać wszelkiego jadła i napoju po bardzo przystępnych cenach, tylko wódki, likieru, wina lub piwa nie otrzyma się nawet za najdroższe pieniądze. I dusza rośnie, gdy się widzi ten lud twardy, spracowany, a trzeźwy, dążący po zdrowy posiłek do czystego źródła, gdzie nie czyha nań wyzysk, nikczemność; gdzie nie zakiełkuje w nim pod wpływem wódki zbrodniczą, podła myśl.

I oto ilość tych placówek z każdym rokiem wzrasta, a liczba ich zwolenników ogarnia coraz szersze kręgi. Bywalcami tych zakładów są i prości wyrobnicy i rzemieślnicy i drobni urzędnicy i kupcy i wielu, wielu innych. Zakład uwzględnia różnorodne wymagania swych gości i dzieli się na lokal dla mniej i więcej zamożnych. Różnica polega na cenie, formie, ale nie na zasadniczej treści.

Jakżeby dobrze było, gdyby kobiety nasze poszły za tym pięknym przykładem. Ileżby ognisk domowych uchroniły od nędzy moralnej, fizycznej i materialnej. Jakżeby wzrosła zdrowotność naszego społeczeństwa, jego tężyzna duchowa. Były by to zaiste czarodziejskie siedmiomilowe buty dla naszego narodu na drodze jego postępu i doskonalenia się.

I takich ofiar, jak ta, którąś niedawno pogrzebali, już by nie było. Rzucam myśl, iżby, zanim nastąpi szeroka inicjatywa społeczna w sprawie poruszonej powyżej, koleżanki zmarłej, żegnające ją podpuchłymi od płaczu oczyma, nie ograniczyły się na próżnym. wylaniu łez, lecz wzięły do serca moją myśl i u trumny przedwcześnie zgasłej Marysieńki, ofiary alkoholu i zbydlęcenia innych, poprzysięgły sobie, iż nigdy w życiu, gdy zostaną gospodyniami, nie dopuszczą na swój stół ani kropli wódki pod jakąkolwiek postacią i etykietą i przeciwdziałać będą na każdym terenie spożywaniu alkoholu.

Tym sposobem w czynach swoich i ich skutkach wystawią zmarłej koleżance najpiękniejszy pomnik. Wierzcie mi, że charakterem swoim i życiem całym zmarła Marysieńka zasłużyła na coś więcej, niż na ładny gest - kwiatek i żałosną, ale bezpłodną łzę. Gest zamieńcie na twórczą myśl i zbawczy czyn.

Ty zaś, kobieto – obywatelko, wybierająca radnych do zarządu naszych miast i posłów do ustawodawczego Sejmu zastanów się, że pierwszym obowiązkiem twoim, jako strażniczki rodziny jest walka z jej największym wrogiem - z pijaństwem. Postaw sobie za pierwszy cel twej pracy obywatelskiej uchwalenie na drodze prawodawczej zakazu sprzedaży napojów wyskokowych pod karą ciężkiego więzienia.

U nas zabroniona niby restauracjom i t. p. zakładom sprzedawać żołnierzom alkohol. Papier jest cierpliwy. Pisać i drukować na nim można, co się komu podoba; nie ma tylko tych, którzy by się stosowali do wydanych poleceń, ani tych, którzy by winnych przekroczenia tychże pociągali do odpowiedzialności. Wina spada na bierność społeczeństwa, które też po dawnemu okłada te nowe hekatomby ofiar Molochowi pijaństwa.

Stypendium M. Górnickiej

Klasa VIII I-Gimnazjum w Płocku do której uczęszczała M. Górnicka podjęła zobowiązanie: Działając w myśl Zarządu Szkoły, pragniemy pamięć naszej ukochanej koleżanki, która wszystkim nam świeciła przykładem, uczcić trwałym dziełem, związanym na zawsze z jej wspomnieniem. W tym celu postanawiamy nasze oszczędności ofiarować na utworzenie stypendium, które by dobrej, zdolnej, a niezamożnej uczennicy, zwolnionej od wpisu przez szkołę, dało możność zaspokojenia najpilniejszych potrzeb.

Zebranie kapitału wieczystego na stypendium jest przedsięwzięciem poważnym, którego nie zdołamy dokonać w krótkim przeciągu czasu i środkami, jakimi możemy rozporządzać. Marny jednak nadzieję, że do naszej akcji przyłączą się wszyscy, którzy pragną uczcić pamięć Marysieńki.

Będziemy dopóty wytrwale gromadziły grosz do grosza, dopóki nie zbierzemy odpowiedniego funduszu. Oprócz jednorazowej składki, zbieranej w szkole do dnia 21 stycznia - co miesiąc będziemy składały stałe na ten cel ofiary. Ufamy, że stypendium im. Marysieńki Górnickiej powstanie jako zbiorowy czyn, złączony na zawsze z Jej świetlaną pamięcią. Na dzień 31 stycznia ogólna suma wyniosła 2012 marek.

Wybrane dla Ciebie