Adamowicze w Płocku. Powódź 1934 rok
Wylecieli rano 29 czerwca 1934 r. Po kilku godzinach spokojnego lotu zaczęły się problemy. Najpierw trafili na kilka gór lodowych, które obniżyły temperaturę powietrza do tego stopnia, że instrumenty pokładowe pokryły się szronem, a oblodzone skrzydła ciągnęły ich ku ziemi, spadali coraz szybciej. Józef, który prowadził dziennik pokładowy, zapisał: "Boże, zlituj się nad nami"; po polsku, choć przyzwyczaili się prowadzić dziennik po angielsku.
Krzysztof Wiśniewski