Zapomniana tragedia na rzece Wisła – "Boże, zbaw Polskę od niewoli ekonomicznej!

Sierpień to miesiąc w którym uczestniczymy w uroczystościach upamiętniających zwycięstwo polskich żołnierzy nad nawała bolszewicką 1920 roku. Pamiętamy "Cud nad Wisłą" 15 sierpnia i obronę Płocka 18 sierpnia. Zapomnieliśmy o tragedii która wstrząsnęła płocczanami trzy lata później, 16 sierpnia 1923 roku.

Kępa OśnickaKępa Ośnicka
Źródło zdjęć: © Google Earth | Google Earth
Krzysztof Wiśniewski

Bohaterom roku 1920 stawiamy pomniki, utrwalamy w muralach, a co z dziećmi mającymi kilkanaście lat, które musiały pomagać rodzinom by przeżyć. Wszyscy o nich zapomnieli.

"Boże, zbaw Polskę od niewoli ekonomicznej". To słowa Zbigniewa Zdziarskiego, syna znanego ówcześnie Bolesława, który miesiąc później 15 lipca 1923 roku utonął w rzece Wełnie pod Obornikami w Poznańskim też zapomnieliśmy.

Czwartkowa katastrofa 16 sierpnia 1923 roku, wstrząsnęła głęboko sercami mieszkańców naszego grodu.

Kilkadziesiąt metrów od przystani rozpoczyna się piaszczysta kępa. Kępa ta w środkowej swej części jest porośnięta wikliną, która jest, wielce cennym surowcom do wyrobu różnych rzeczy, koszyków, foteli itp. Wiklinę tę Magistrat ratusza Płocka wydzierżawił przedsiębiorcom panom Gościniakowi i Olszewskiemu. Dzierżawcy przy pomocy większej ilości pracowników, wycinali ową wiklinę. Praca odbywała się na akord. Za obrobienie (zeskrobanie kory) pęka, płacono po 25.000 marek. Jedna osoba ponoć więcej nad pęk wyrobić nie mogła. Do tej pracy stawały zazwyczaj młode dziewczęta i kobiety. Największego kontyngentu dostarczało ubogie dalsze Radziwie. Było między dziewczętami i kilka zamożniejszych, które chciały trochę dla siebie zarobić. Wszystko to padło ofiarą tragicznego wypadku.

W czwartek rano na umówionym miejscu, wprost Parowy, na drugim brzegu zgromadzili się pracownicy. Mieszkańcy bliskiego Radziwa, zobaczywszy większą falę - machnęli ręką i nie stawili się.- ci z dalszego miej zamieszkiwania przyszli i medytowali, patrząc na rozgniewaną szarą Wisłę.

Przeprawą kierował jeden ze wspólników- młody Olszewski, od dziecka wychowany nad Wisłą, ryzykant, jak go mieszkańcy określali. Wziął on ze sobą większą kwotę pieniędzy (do 6 milionów marek.) na wypłaty i zaliczki i zdecydował się całą gromadę przewieść od razu. A było ich sporo, bo według przypuszczalnych obliczeń 39 osób. Wśród tej rzeszy młody ryzykant był jedynym, który potrafił kierować łodzią.

Łódź żaglową i załadował pracownicami. (było tylko kilku chłopaków). Do żaglówki przyczepił drugą łódź zwyczajną. Niektóre z pośród pracownic widząc, że łodzie są przeładowane, nie chciały płynąć. Wtedy przewoźnik oświadczył ostro, że po raz drugi nie przyjedzie i "naubliżał im". Wszystkie się zgodziły prócz trzech, które zabrał jeden z rybaków na swoją łódkę. Te trzy dziewczyny były najbliższymi świadkami zatonięcia koleżanek i ono z wielkim bolesnym okrzykiem przyniosły straszną wieść do Radziwia.

Łodzie odpłynęły. O kilkaset kroków od brzegu, gdy łodzie znajdowały się na "szybkiej fali" w głębokim korycie, w miejscu gdzie przechodzą wszystkie statki, silny, huraganowy prąd wiatru wyrwał żagiel z siedzeń. Płótno żaglowe zlatując, zagarnęło dwie dziewczyny, które spadły do wody. Widząc to młody Olszewski, dobry pływak, rzuca się do wody, by je ratować. Łódź, pozbawiona sternika, idzie bokiem pod fale, które ją zaczęły zalewać. Przerażone dziewczęta rzuciły się do przepełnionej drugiej łudzi.

Rozhukane fale Wisły, kilku rybaków na kępie i ci z trzeciej łodzi stają się świadkami scen strasznych. Rozdzierający serca krzyk, płacz, zagłuszony sykiem wiatru. Fala jest tak wielką, że najodważniejsi, ojciec dwojga dzieci nie ma odwagi, by pośpieszyć z pomocą. Wszystko to zresztą trwa krótko, moment i łódź wywrócona zagarnia całą rzeszę. Tylko dwóch chłopców i jedna dziewczyna, uczepiwszy się konwulsyjnie łodzi popłynęły z nią niżej i tam rybak, który z drugiego brzegu śpieszył z pomocą, uratował od niechybnej śmierci.

Ratunek był prawie niemożliwy. Ten i ów pośpieszył z pomocą, lecz szybki prąd, głębina, kamienie i dęby na dnie sparaliżowały wysiłki. Zrozpaczone tłumy, które zbiegły się nad Wisłą, czekały, aż litościwa fala wyrzuci ukochane zwłoki.

W ciągu dnia wydobyto zwłoki trzech osób. Najenergiczniej do poszukiwań przystąpiła płocka policja. Energiczny komendant p. Popławski wysiał najroztropniejszych kilkunastu policjantów i ci wespół z rybakami rozpoczęli poszukiwania. Zarząd Rzeki Wisły nie posiadał odpowiednich środków technicznych do poszukiwań. W piątek od rana Policja Płocka przy poparciu Policji z Gostynina wyruszyła na dalsze poszukiwania. Ustalenie liczby i nazwisk ofiar było niezmiernie utrudnione. Są domy, którym Wisła zabrała aż czworo ofiar.

W Radziwiu z inicjatywy prowizora Biegańskiego zawiązał się lokalny Komitet, Paweł Fus, miejscowy ofiarny działacz nawiązał kontakt z miastem. Starostwo płockie przystąpiło do organizowania akcji, starosta gostyniński, Pinakiewicz, który wespół z Sędzią śledczym, przybył na miejsce katastrofy obiecał swą pomoc.

Z inicjatywy vice-starosty Godlewskiego zawiązał się Komitet doraźnej pomocy ofiarom katastrofy na Wiśle. W skład komitetu weszli ks. Bronisław Kaczorowski, proboszcz parafii Radziwie, M. Godlewski, zastępca starosty, panie Dekańska, Godlewska, Rościszewska oraz p. A. Popławski, komendant policji, p. Borszewski, prezes Czerwonego Krzyża, p. Biegański z Radziwia. p. Fraz, oraz p. Sobota — obywatele z Radziwia.

Komitet natychmiast przystąpił do pracy. Wydał zapomogę na kupno trumien oraz zarządził zbiórkę, która w ciągu jednego dnia przekroczyła sumę 5 milionów marek. Wicewojewoda. p. Manteufall nadesłał milion marek. Starostwo Gostyńskie przez starostę Pinakiewicza przekazało do dyspozycji komitetu trzy miliony marek.

Dnia 20 sierpnia (poniedziałek) o godz. 10 rano, w kościele w Radziwiu odbyło się nabożeństwo żałobne, a później eksportacja zwłok ofiar gromadnego utonięcia na Wiśle. Do soboty, 18 sierpnia wydobyto zwłoki pięciu osób. 1) Janiny Smatówny, 2) Stanisławy Prusakiewiczów, 3) Julianny Franciszkiewiczówny, 4) Ireny Jarzyńskiej, 5) Heleny Fusówny.

Oto nazwiska ofiar:

1)St. Bieniek lat 17, 2) Marianna Bieniek lat 14, 3) Marianna Zajączkowska lat 13, 4) Józefa Zajączkowska lat 11, 5) St. Klimkiewicz łat. 19, 6) Julianna Misiek lat 60, 7) Kazimierz Kęsa lat 16, 8) Natalia Fus lat 14, 9) Józefa Fus lat 14, 10) Helena Fus lat 12, 11) St. Wituska lat 14, 12) Janina Chmura lat 17, 13) Zofia Czura lat 12, 14) Mieczysław Nowak lat 14, 15) Kazimierz Szeląg Jat 12, 16) Justyna Swat lat 47, 17) Jamna Swat lat 19, 18) Leon Grabowski lat 11, 19) St. Prusakiewicz lat 19, 20) Irena Jarzyńska lat 14, 21) Sabina Jarzyńska lat 12, 22) Fr. Reńda lat 45, 23) Julianna Fraraciszkiewicz lat 45.

Pogrzeb ofiar katastrofy na Wiśle przyczynił się do pewnego zbliżenia duchowego mieszkańców Płocka z mieszkańcami Radziwia. Artyści warszawscy, występujący na chórze podczas nabożeństwa żałobnego w kościele radziwskim, wskazali płocczanom drogę, w jaki sposób nawiązywać należy stosunki w dziedzinie artystycznej. Płock nie może poprzestać względem Radziwia na stosunku wyłącznie urzędowym, administracyjnym, czy komunalnym; nie może również ograniczać się do transakcji handlowych, lub przemysłowych.

Wskazane jest również i zbliżenie się w dziedzinie kulturalno-oświatowej, a Płock jako wybitny ośrodek prowincjonalny w tej dziedzinie powinien dać odpowiednią inicjatywę. Początek dała w tym kierunku straż ogniowa ochotnicza, Inne instytucje i zrzeszenia kulturalnooświatowe powinny pójść w te ślady.

Wybrane dla Ciebie