Cysterny pełne marnotrawstwa. Jak Płock bezpowrotnie wylewa skarb do Wisły

Gdy nad miastem przechodzi wyczekiwana fala deszczu, zamiast świętować ratunek dla wysuszonej gleby, uruchamiamy potężną machinę odprowadzania wody. Liczby porażają: tylko z jednego bloku spływają tony deszczówki, a ze Starego Rynku ucieka równowartość kilku potężnych cystern strażackich. Dokąd? Bezpowrotnie do rzek i mórz, podczas gdy nasze trawniki i parki stepowieją na naszych oczach. Czas najwyższy zatrzymać to opadowe lotto i zacząć walczyć o każdą kroplę w krajobrazie.

Opady z 24 godzin, mapa IMGW Opady z 24 godzin, mapa IMGW
Źródło zdjęć: © IMGW | IMGW
Jarosław Cybulski

Za nami przejście zapowiadanego frontu atmosferycznego. W przeciwieństwie do gwałtownych, punktowych letnich burz, tym razem natura obeszła się z Płockiem łaskawie – opady były stosunkowo równomierne. W ciągu kluczowych 24 godzin (od 10 do 11 czerwca) przez nasze okolice przeszła główna fala opadowa, co doskonale zobrazowały spójne plamy na mapach systemu IMGW Hydro oraz modelu RainGRS.

Jak to wygląda w liczbach? Płock i najbliższe okolice otrzymały średnio około 20 mm wody. Oficjalna stacja IMGW w Trzepowie odnotowała dokładnie 19,2 mm. Choć prawdziwe kumulacje opadowe (rządu 30–40 mm) minęły nas o krok i uderzyły bliżej wschodniego Mazowsza, to te niespełna 20 mm dla Płocka powinno być solidnym, niezwykle potrzebnym zastrzykiem wilgoci. Powinno, ale czy faktycznie było?

160 ton wody ze Starego Rynku

Spójrzmy na te dane z innej perspektywy. 19,2 mm słupa deszczu to w przeliczeniu 19,2 litra wody rozlanej na każdym metrze kwadratowym. Gdybyśmy zmierzyli przeciętny, czteroklatkowy blok na jednym z płockich osiedli, jego dach ma powierzchnię około 850 m². Prosta matematyka: jeden taki budynek zebrał w ciągu wymienionych 24 godzin ponad 16 tysięcy litrów wody. Ponad 16 ton czystego bogactwa!

Obmiar Starego Rynku w Płocku, Mapy Google
Obmiar Starego Rynku w Płocku, Mapy Google © Google Maps | Google Maps

Idźmy dalej, na Stary Rynek w Płocku. Licząc jego powierzchnię i odejmując około 10% na skrawki przepuszczalne, otrzymujemy okło 8300 m² twardego gruntu. Podczas tego jednego opadu na płocką starówkę spadło... 160 ton wody! Ponieważ jedna tona wody to idealny metr sześcienny, łatwo to sobie wyobrazić za pomocą potężnych, największych cystern strażackich na ciągnikach siodłowych, z których każda mieści 25 ton. W ciągu zaledwie jednej doby ze Starego Rynku w Płocku "odjechało" dokładnie 6 i ⅖ takich gigantycznych pojazdów. Biorąc pod uwagę wieloletnią średnią opadów dla Płocka (z lat 1951–2025), która wynosi 520 mm rocznie, z samej płyty rynku spływają co roku aż 173 takie megacysterny!

Foto z Przegląd Pożarniczy
Foto z Przegląd Pożarniczy © Przegląd Pożarniczy | Przegląd Pożarniczy

Paradoks unijnej rury

W tym miejscu pojawia się chwila głębokiej zadumy i fundamentalne pytanie: dokąd odpływają te setki ton wody? Odpowiedź jest bolesna – do Wisły.

Wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej, ogromnym kosztem zaczęliśmy unowocześniać infrastrukturę, rozdzielając kanalizację ogólnospławną na sanitarną i deszczową. Prace te, choć technologicznie uzasadnione, kryją w sobie ekologiczny paradoks. Niezależnie od tego, czy woda płynie nowoczesną rurą deszczową, czy starszym systemem, jej finalny przystanek jest ten sam: dno rzeki. Rynny, kratki ściekowe i betonowa infrastruktura pracują na pełnych obrotach, byle tylko jak najszybciej pozbyć się "problemu".

Efekt? Pobliskie trawniki, miejskie drzewa i całe lokalne ekosystemy nie zyskują z tego niemal nic. Zamiast nawodnić wysuszoną tkankę miasta, pozwalamy, aby gleba erodowała, stepowiała i bezpowrotnie pustynniała.

Woda potrzebna w krajobrazie, nie w morzu

W tej betonowej logice idealnie punktuje naszą rzeczywistość w majowym wywiadzie dla Rzeczpospolitej dr hab. Iwona Wagner, profesor Uniwersytetu Łódzkiego z Katedry UNESCO Ekohydrologii i Ekologii Stosowanej.

Cały czas koncentrujemy się z jakiegoś powodu na jak najszybszym odprowadzeniu tej wody, która spada na nasze tereny po to, żeby skupić ją w jednym miejscu – w zbiorniku. Tylko po co? Ona tam jest najmniej potrzebna. Potrzebna jest w krajobrazie, gdzie mamy postępującą suszę. Trzymanie wody w dużych zbiornikach sprawi, że ona i tak jest dla nas stracona – odpływa do morza, odparowuje przy wysokich temperaturach, a wcześniej jeszcze zakwitnie.

dr hab. Iwona Wagner
profesor Uniwersytetu Łódzkiego z Katedry UNESCO Ekohydrologii i Ekologii Stosowanej

Chętnie prześledzimy wraz płockimi wodociągami i kanalizacją drogę dowolnego litra płockiej deszczówki od rynny czy kratki kanalizacyjnej do końca drogi. No właśnie dokąd?

Wybrane dla Ciebie