Nowelizacja Prawa oświatowego wprowadziła w szkołach podstawowych zakaz korzystania przez uczniów z telefonów komórkowych oraz innych urządzeń umożliwiających komunikowanie się na odległość albo rejestrowanie obrazu lub dźwięku. Zakaz obowiązuje podczas pobytu na terenie szkoły w związku z zajęciami dydaktycznymi, wychowawczymi i opiekuńczymi, a więc nie tylko w czasie lekcji, lecz także podczas przerw, pobytu w świetlicy czy innych form opieki. Obejmuje również zajęcia edukacyjne organizowane poza terenem placówki.
Rozmowa z Panią Anną Boguszewicz - dziennikarką i reporterką, która w swoim programie "Taki jest świat" przybliża zagadnienia związane z bezpieczeństwem dzieci, dezinformacją i problematyką społeczną. Zapraszamy!
Nie oznacza to jednak całkowitego zakazu przynoszenia telefonu do szkoły podstawowej. Ustawa zakazuje przede wszystkim korzystania z urządzenia. Dalej idące rozwiązanie przyjęto w odniesieniu do przedszkoli, oddziałów przedszkolnych i innych form wychowania przedszkolnego, gdzie zakazane zostało zarówno wnoszenie, jak i używanie telefonów przez dzieci.
CO GROZI NASZYM DZIECIOM W INTERNECIE? JAK JE CHRONIĆ? | KATARZYNA LUBNAUER | TAKI JEST ŚWIAT
Regulacja przewiduje wyjątki, ponieważ nawet najbardziej stanowczy zakaz nie może ignorować rzeczywistości. Nauczyciel może zezwolić na użycie telefonu, jeżeli urządzenie ma służyć realizacji programu nauczania, sprawdzeniu wiedzy albo umożliwieniu uczniowi kontaktu z rodzicami w nagłej sytuacji.
Dyrektor może również, na wniosek ucznia lub jego rodzica, wyrazić zgodę na korzystanie z urządzenia ze względu na chorobę, niepełnosprawność albo inne szczególne potrzeby, zwłaszcza gdy telefon współpracuje z aplikacją monitorującą stan zdrowia. Odmowa udzielenia takiej zgody musi zostać pisemnie uzasadniona. Zakaz przestaje obowiązywać także w razie bezpośredniego zagrożenia życia, zdrowia lub mienia. Podczas wycieczek szkolnych zasady korzystania z telefonów określa natomiast statut szkoły.
Inaczej ustawodawca potraktował uczniów szkół ponadpodstawowych. W ich przypadku nie ustanowiono jednolitego, centralnego zakazu. To statut konkretnej szkoły ma określać warunki korzystania z telefonów albo wprowadzić taki zakaz. Rozwiązanie to można odczytywać jako próbę uwzględnienia większej dojrzałości starszych uczniów, ale również jako pozostawienie szkołom odpowiedzialności za znalezienie równowagi między dyscypliną a samodzielnością młodzieży.
Z perspektywy wielu nauczycieli nowe przepisy są odpowiedzią na problem, z którym od lat próbowali radzić sobie przy pomocy nie zawsze jasnych postanowień statutowych. Smartfon stał się konkurentem trudnym do pokonania.
Nauczyciel prowadzący lekcję nie rywalizował już tylko ze zmęczeniem czy brakiem zainteresowania ucznia, lecz z całym cyfrowym światem: wiadomościami, filmami, grami i powiadomieniami zaprojektowanymi tak, aby natychmiast przyciągać uwagę. Dochodziły do tego nagrania wykonywane bez zgody, fotografowanie kolegów, publikowanie ośmieszających materiałów oraz konflikty rozpoczynające się w mediach społecznościowych, a kończące na szkolnym korytarzu.
Zakaz może więc przynieść nauczycielom poczucie, że w klasie ponownie mają do czynienia z uczniem, a nie z uczniem i jego ekranem. Może ograniczyć rozproszenie, ułatwić prowadzenie zajęć i zmniejszyć liczbę sporów o to, czy telefon rzeczywiście służy do sprawdzania informacji, czy raczej do przeglądania mediów społecznościowych.
Nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów. To właśnie nauczyciele będą musieli egzekwować nowe zasady, reagować na naruszenia i mierzyć się z niezadowoleniem uczniów, a czasem także rodziców. Zakaz zapisany w ustawie jest prosty. Jego codzienne stosowanie może okazać się znacznie bardziej skomplikowane.
Szkoła może zorganizować miejsce przechowywania telefonów, ale wymaga to zgody rady pedagogicznej i rady rodziców oraz zasięgnięcia opinii samorządu uczniowskiego. Takie miejsce musi chronić urządzenia przed zniszczeniem lub kradzieżą, a także zapewniać prywatność uczniów. Ustawa wyraźnie wskazuje, że osoby nieuprawnione nie mogą przeglądać zawartości odłożonych telefonów.
Nowe przepisy nie dają więc nauczycielowi prawa do sprawdzania wiadomości, zdjęć czy historii połączeń ucznia. Telefon pozostaje jego własnością i nośnikiem prywatnych informacji, nawet jeśli w określonym czasie nie wolno z niego korzystać.
Dla uczniów sytuacja wygląda mniej jednoznacznie. Telefon nie jest dla nich wyłącznie urządzeniem służącym rozrywce. To narzędzie kontaktu, źródło informacji, kalendarz, mapa, bilet, aparat fotograficzny, a często również przestrzeń, w której budują relacje. Zakaz może być odbierany jako brak zaufania i kolejna decyzja dorosłych podjęta bez wystarczającego zrozumienia świata młodego człowieka. Uczeń może pytać, dlaczego ma ponosić konsekwencje niewłaściwego zachowania innych, skoro sam korzystał z telefonu odpowiedzialnie.
Rodzice również nie zawsze przyjmują zmianę z ulgą. Dla wielu telefon jest cyfrową nicią bezpieczeństwa: pozwala sprawdzić, czy dziecko dotarło do szkoły, poinformować o zmianie planów albo szybko skontaktować się z nim w pilnej sprawie. Ustawa przewiduje możliwość kontaktu w sytuacjach nagłych, jednak dla części rodzin sama świadomość, że dziecko nie odpowie od razu, może być trudna. Szkoły będą więc musiały stworzyć jasne i sprawne kanały komunikacji, aby zakaz nie oznaczał poczucia bezradności po obu stronach.
Jednocześnie uczniowie mogą okazać się nie tylko przeciwnikami, lecz także beneficjentami nowych zasad. Telefon jest narzędziem wolności, ale bywa również źródłem presji. Trzeba odpowiadać natychmiast, śledzić grupowy czat, reagować na zdjęcia i sprawdzać, czy ktoś nie napisał czegoś na nasz temat. Zakaz może dać dzieciom kilka godzin wytchnienia od świata, w którym nieustannie są obserwowane, oceniane i porównywane.
Może sprawić, że szkolna przerwa ponownie stanie się czasem rozmowy, ruchu, żartu, a czasem zwyczajnej nudy – doświadczenia coraz rzadszego, a przecież potrzebnego dla wyobraźni i samodzielności.
Za naruszenie zakazu uczeń nie otrzyma mandatu ani kary administracyjnej. Ustawa przewiduje działania wychowawcze oraz kary określone w statucie szkoły. To ważne rozróżnienie. Nowe prawo nie powinno prowadzić do tworzenia szkolnego systemu represji ani do publicznego zawstydzania dzieci. Najpierw powinna pojawić się rozmowa i próba zrozumienia przyczyn zachowania, a dopiero później proporcjonalna konsekwencja. Jeżeli zakaz zostanie sprowadzony wyłącznie do odbierania telefonów i obniżania ocen z zachowania, szkoła może wygrać walkę o ciszę, ale przegrać znacznie ważniejszą walkę o zaufanie.
Nowelizacja nie ogranicza się zresztą do samego zakazu. Nakłada na szkoły obowiązek większego uwzględniania zagrożeń związanych z korzystaniem z technologii, aktywnością w internecie i uzależnieniami cyfrowymi. Do zadań dyrektora wpisano promowanie higieny cyfrowej, a rodzice mają współpracować ze szkołą w kształtowaniu odpowiedzialnych nawyków. To słuszny kierunek, ponieważ dziecko, które przez kilka godzin nie może sięgnąć po telefon, ale po powrocie do domu spędza przed ekranem całą resztę dnia, nie nauczy się odpowiedzialnego korzystania z technologii. Zakaz może być początkiem edukacji, lecz nie może jej zastąpić.
Największym testem nowych przepisów nie będzie zatem liczba telefonów odłożonych do szkolnych szafek. Będzie nim to, co wydarzy się później. Czy nauczyciele otrzymają spokojniejsze warunki pracy, czy jedynie dodatkowy obowiązek pilnowania urządzeń? Czy rodzice zaakceptują, że natychmiastowy kontakt z dzieckiem nie zawsze jest konieczny? Czy uczniowie dostrzegą w zakazie chwilę wolności od cyfrowej presji, czy wyłącznie kolejne ograniczenie narzucone przez dorosłych? I wreszcie – czy szkoła potrafi zaproponować młodym ludziom coś wystarczająco wartościowego w zamian za ekran?
Telefon położony rano w szkolnej przegródce nie przestaje być częścią życia ucznia. Czeka na niego po lekcjach wraz z wiadomościami, filmami i światem, którego ustawą nie da się wyłączyć. Nauczyciel ma prawo oczekiwać uwagi i spokojnych warunków pracy. Uczeń ma prawo do prywatności, podmiotowego traktowania i wysłuchania. Rodzic ma prawo martwić się o bezpieczeństwo dziecka, ale powinien również pozwolić mu na kilka godzin samodzielności. Nowe przepisy nie rozstrzygną, która z tych perspektyw jest najważniejsza, bo każda z nich niesie uzasadnione obawy.
Być może prawdziwym sukcesem zakazu nie będzie więc szkoła całkowicie pozbawiona telefonów. Będzie nim szkoła, w której uczeń przez kilka godzin nie czuje potrzeby sięgania po ekran, nauczyciel nie musi o tę uwagę walczyć, a rodzic potrafi zaufać obu stronom. Ustawa może wyciszyć powiadomienia. Czy przywróci rozmowę – zależy już nie tylko od prawa, lecz od całej szkolnej wspólnoty.