Tajny agent kontra tajna organizacja w płockim więzieniu w czasie powstania styczniowego

W płockim więzieniu w czasie powstania styczniowego spotkali się: Bułancew, pracownik płockiego więzienia i przedstawiciel komitetu więziennego, oferujący pomoc więźniom politycznym pani B-ska

Zapiski szpiegaZapiski szpiega
Źródło zdjęć: © Archiwum
Krzysztof Wiśniewski

D. Bułancew był rosyjskim podoficerem żandarmerii, który zapisał się w historii swoimi działaniami wywiadowczymi i kontrwywiadowczymi w czasie Powstania Styczniowego (1863–1864) na Ziemi Sierpeckiej i Płockiej. Bułancew działał jako tajny agent, szpieg oraz podoficer carski. Opublikował w 1868 roku "Notatki szpiega w czasie uśmierzania buntu w Polsce w 1863 roku"

Komitet więzienny. W czasie Powstania Styczniowego (1863) przy wiezieniu w Płocku (wówczas zlokalizowanym przy ul. Więziennej, dzisiejszej Sienkiewicza) działał konspiracyjny Komitet Opiekuńczy (często powiązany ze strukturami tzw. Komitetów Niewiast Polskich lub Piątek). Po nieudanym ataku powstańców na Płock w styczniu 1863 roku oraz w toku kolejnych miesięcy, rosyjskie władze carskie masowo osadzały w płockim więzieniu osoby podejrzane o udział w zrywie. Komitet, składający się w dużej mierze z płockich kobiet (mieszczanek i ziemianek), organizował dla nich pomoc materialną, żywność, ciepłą odzież oraz leki.

Członkinie komitetu otaczały szczególną troską osoby skazane na śmierć lub zesłanie na Sybir. To one m.in. podtrzymywały na duchu więzionego w Płocku generała Zygmunta Padlewskiego przed jego egzekucją w maju 1863 roku. Podczas wyprowadzania skazańców na stracenie, płocczanki rzucały im pod nogi i na wózki kwiaty. Służba kurierska i wywiadowcza: Poza działalnością charytatywną, kobiety zaangażowane w komitety przywięzienne pośredniczyły w potajemnej korespondencji grypsami między osadzonymi a ich rodzinami oraz strukturami powstańczego Rządu Narodowego.

W czasie powstania styczniowego (1863 roku) pod pojęciem komitetów opiekuńczych kryły się tajne struktury cywilne wchodzące w skład tzw. Tajemnego Państwa Polskiego. Tajemnego. Organizacje te stanowiły zaplecze logistyczne, medyczne i socjalne dla walczących oddziałów oraz ich rodzin. Konspiracyjne komitety opiekuńcze były w dużej mierze tworzone i zarządzane przez kobiety. Organizowały one Komitety Niewiast, które zajmowały się zbieraniem funduszy, żywności, ubrań i lekarstw dla powstańców. Komitety tworzyły i potajemnie finansowały szpitale polowe oraz punkty opatrunkowe dla rannych żołnierzy.

Koordynowały także bezpieczne transporty rannych z pól bitewnych. Struktury te zajmowały się dostarczaniem zapomóg, żywności oraz ubrań dla Polaków osadzonych w carskich więzieniach oraz rodzin osób straconych lub wysłanych na Syberię. Ich konspiracyjne agendy pomocowe działały nie tylko na ziemiach polskich, ale docierały nawet do Petersburga i Moskwy. Komitety te działały pod ścisłym rygorem konspiracji, jako że pomoc powstańcom była przez władze carskie karana śmiercią, więzieniem lub konfiskatą majątku.

Zapiski szpiega - fragmenty

U nas w więzieniu kuratorką była p. Bu-ska jedna z gorliwych zwolenniczek buntu, kobieta bardzo zręczna, rozsądna umiejąca wyzyskać wszelkie możliwe okoliczności - a przy tym wszystkim - piękna. Takiej zręcznej aktorki przez całe swe życie nie widziałem: z każdym rozmawiała i zachowywała się inaczej, przenikała każdego na wskroś: z jednym była poważna z drugim żartobliwa; z tym mówiła o świętych obowiązkach żołnierza, potępiała czyny polaków, mówiła o miłości ewangelicznej do bliźnich; innemu opowiadała wesołe anegdoty... We wszystkich tych wypadkach umiała zaskarbić sobie względy każdego, aby osiągnąć cel zamierzony - wprowadzić w ruch tajne sprężyny komitetu, co niekiedy jej się udawało. Opęta człowieka i prowadzi, dokąd chce.

Na razie pozwolono jej na odwiedziny niektórych więźniów: przypuszczam, że wówczas narobiła ona wiele szkody rządowi a wiele korzyści zapewniła swemu komitetowi. Z czasem, na skutek podejrzenia jej o rozmowy nie na miejscu i tajne wręczanie listów, zabroniono jej tych odwiedzin - także miała wstęp wzbroniony poza kancelarią komendantury. Tam wykazała ona cały swój talent i zasłużyła na zupełne zaufanie pobliskiego buntowniczego społeczeństwa, przekonawszy wszystkich, że księża nie na próżno pracowali nad wychowaniem polek. Codziennie zwiedzała więzienie, przynosiła bieliznę i ubranie, informując o potrzebach aresztantów.

Widzi pan, - ciągnęła ona -, krewni XX, wczoraj aresztowanych, przysłali im, przeze mnie nieco bielizny i ubrania; muszę to oddać im jak najprędzej, tym bardziej, że słyszałam, iż są prawie bez bielizny, schwytani w lesie, gdzie nieszczęśliwi błąkali się kilka miesięcy, bez dachu nad głową i bez jedzenia, głodni i zmarznięci. Będę więc pana najuprzejmiej prosiła o dostarczenie im ubrania i bielizny. Niech pan przyjdzie jutro o godzinie 10-ej do kancelarii; będę tam wówczas i oddam panu te rzeczy, a pan zechce łaskawie wręczyć je, komu potrzeba.

- A od kogo pani dowiedziała się, – pytam - że przyprowadzono ich tu bez bielizny do więzienia, że tu się znajdują?

- Widziałam wczoraj, jak ich przyprowadzili, a ponieważ nic jeszcze nie dostali, myślę, że i teraz są bez bielizny.

- Nie, właśnie wczoraj otrzymali bieliznę.

- W każdym bądź razie proszę, aby pan przybył jutro o 10-ej do kancelarii; wiem, że pan spełni moją prośbę, pan taki dobry.

- Pani przecież może w kancelarii pozostawić rzeczy, ja przyjdę po nie.

- O, nie! lepiej oddam je panu; ręka w rękę: w sekrecie powiem panu, że w kancelarii one mogą zaginąć. Proszę przyjść, mam nadzieję, że pan spełni moją chrześcijańską prośbę.

Myślę sobie; W tym coś jest; po cóżby prosiła mnie, kiedy bieliznę i ubranie można i beze mnie zostawić w kancelarii. Prawie niemożliwe, aby rzeczy zginęły z kancelarji,1 coś tu kryje się innego.

- Dobrze, mówię, jutro o godzinie 10-ej będę w kancelarii.

- Bardzo pięknie, do grobu będę panu wdzięczna. Do widzenia!

O godzinie 10.30, zjawiła się Bu-ska a z nią człowiek z dużym tobołem bielizny i ubrania. Wyjąwszy, co potrzeba z tobołka, p. B-ska oddała mi te rzeczy, aby wręczyć je aresztantom, a następnie, odłożywszy kilka sztuk cienkiej bielizny, rzekła mi: "a to oddaj pan od krewnych panu S..." i rozwiązawszy węzełek, żartobliwie dodała: niech pan bacznie zbada, czy nie ma tu czego podejrzanego; przecież pan wie, że Polacy, a szczególnie polki - naród przebiegły. Strzeż się pan, aby go nie oszukano.

Ja pobieżnie obejrzawszy rzeczy, odparłem: - Ależ, cóż tu może być podejrzanego. Właśnie. Właśnie - odparła Bu-ska, ot, przecież nam nie dowierzają, jak gdybyśmy w istocie byli tacy źli. Nie wierzą, że i wśród nas są ludzie najbardziej lojalni, na przykład choćby członkowie komitetu. Nikt o nich złego słowa nie powie; wszyscy oni szczerze oddani rządowi.

Udałem się do swego pokoju i myślę: trzeba starannie obejrzeć rzeczy, niepodobna aby tu nic nie było. Zbadałem najpierw szwy, nic nie znalazłem. Zacząłem oglądać pod światło: patrzę, na jednej koszuli wykłute drobniutkie polskie literki. Natychmiast przełożyłem na papier i czytam: "Gdzie schowane? Dziś wieczorem będą nas badać w komisji W protokole zeznania zaznacz pan odpowiedź - specjalnymi znakami. Postaramy się. Długo w więzieniu siedzieć pan nie będzie. Nasi zwyciężają wszędzie. Nie dziś to jutro - oczekujemy gości z zagranicy. Kościół za was śle modły. Bądź pan w więzieniu prawdziwym polakiem".

W jakiś czas po tym przyprowadzono do więzienia obywatela ziemskiego R... Aresztowano go w domu własnym, w mieście, za co, nie wiem. W dni dwa po tym aresztowaniu zawezwano mnie do kancelarii Zastałem tam p. Bu-ską. Znów zaczęła unosić się nade mną, mówić, że jestem złotym człowiekiem, prawdziwym skarbem dla nich, że spadłem wprost z nieba. Następnie powiedziała o R.,. że to człowiek niezwykle miły, dobry, że Żydzi rzucili nań oszczerstwo przez zemstę, że on niewinnie zupełnie znalazł się w więzieniu, że ona zna go bardzo dobrze i dodała, że R.,. człowiek chory i że z domu przysłano mu trzy chleby. Proszę, oddaj mu pan i powiedz, że wszyscy krewni żywi i zdrowi i mają nadzieję, że on wkrótce zostanie wypuszczony. Przy tym, wziąwszy jeden z chlebów, rzekła: fe, jaki gorący, widać, że wprost z pieca... tylko czy dopieczony - i ukroiwszy niewielki kawałek, skosztowała i dała mnie do skosztowania.

Bu-ska wyszła, ja zaś odniosłem chleb do swego pokoju. Odkroję, myślę sobie, kawałek i zaniosę choremu, on biedny, chory. Panu R... dosyć pozostanie... Powiem tylko, że odkroiłem kęs dla chorego, przecież się nie obrazi.. Zaczynam kroić chleb, zawadziłem o coś, jakby o papier. Patrzę, rzeczywiście kawałek papieru. Co by to znaczyło? Przekroiłem chleb na pół - patrzę... notatka. Co za przebiegły naród! Teraz już nie wywiedziecie mnie w pole. Będę przeszukiwał wasze rzeczy jeszcze staranniej. Czytam notatkę, piszą: "gdzie papiery? odpowiedź za pomocą specjalnych znaków na protokole badań komisji.

Pewnego razu Bu-ska przyniosła, w celu wręczenia jednemu z więźniów szklankę i czajnik. Rozglądając uważnie te rzeczy, zwróciłem uwagę na czubek pokrywki czajnika - zastanowiła mnie szczególna budowa wierzchołka pokrywki. Rozglądałem go z jednej to z drugiej strony, wreszcie, zauważam punkcik czarny i mocno nacisnąłem go. Wierzchołek rozpadł się na dwoje. Wewnątrz było wgłębienie a w nim notatka treści następującej: "Błagają więźnia, aby był mężnym, twardym jak kamień, nie wydał mc i nikogo. Krążą pogłoski o wkroczeniu do Polski francuzów; nastąpi nie dziś to jutro zupełne wyzwolenie Polski od moskali". W końcu piszą że "jutro przyjdzie do niego z wizyta chłop, który przyniesie mu rzeczy i żywność; więzień winien mu powiedzieć, gdzie wszystko ukryte".

Wybrane dla Ciebie