Sportowym okiem: Remis który zmienia tak dużo, że aż nic.

Wisła Płock dryfuje nadal. Klub po serii 3 porażek i wygranej w STS Pucharze Polski stać było na wywiezienie jednego punktu ze Szczecina. W rywalizacji z Pogonią padł remis 1:1, a jedynego gola dla Nafciarzy strzelił Marcus Haglind-Sangre. Co wiemy po tym spotkaniu? Zapraszam do lektury.

Sportowym okiem Sportowym okiem
Źródło zdjęć: © Panorama Płock | Michał Sporczyk
Michał Sporczyk

Do wczoraj trener Adam Majewski mógł po porażkach z dumą powtarzać, że wprawdzie przegrywamy, ale statystyki są po naszej stronie. Oddajemy więcej strzałów, mamy więcej rzutów rożnych, większe posiadanie piłki i ogólnie gramy pięknie, tylko goli z tego nie ma. Nieskuteczność przekładała się też na ograniczone zdobycze punktowe. W Szczecinie jednak wszystko stanęło na głowie. Liczby mieliśmy gorsze, a jednak udało się zdobyć chociaż jeden punkt.

Zacznijmy jednak od początku. Trener Adam Majewski chyba lekko przejrzał na oczy. Nie chcę wnikać w genezę tego wydarzenia, jednak w Szczecinie nie zobaczyliśmy na murawie ani Saida Hamulicia, ani Krystiana Pomorskiego. Obaj panowie w ostatnich spotkaniach wyraźnie odstawali od poziomu Ekstraklasy, a Krystian nawet w Luzinie grał bardziej jak zawodnik 3-ligowego Wikędu. W ich miejsce na murawie pojawili się odpowiednio Sidnei Tavares i Łukasz Sekulski. Wprawdzie w środku pola nadal męczymy się z wymiennością pozycji Diona Gallapeniego i Patryka Kuna, ale nie można oczekiwać od trenera aż tak potężnej rewolucji jego myśli szkoleniowej. Nie wszystko naraz.

Wisła Płock - Pogoń Szczecin
Wisła Płock - Pogoń Szczecin © ORLEN WISŁA PŁOCK | ORLEN WISŁA PŁOCK

Jak zaprezentowali się zmiennicy? No cóż, Łukasz jak zawsze walczył i dawał 110% swoich możliwości. Sidnei natomiast jest tematem na oddzielną analizę. W skrócie: Capowerdeńczyk zagrał do przerwy źle/tragicznie, a po zmianie stron pokazał, że on jednak w piłkę grać potrafi. Co ogólnie może dziwić, bo Wisła pod wodzą Adama Majewskiego raczej po przerwie nie wzbijała się na kolejne wyżyny sportowej rywalizacji. Tutaj niejako wszystko stanęło na głowie.

Mecz zaczął się w naszym stylu. Były skoki pressingowe, były próby agresywnego odbioru piłki już na połowie rywali. Były okazje do zdobycia gola. No i oczywiście była też piekielna indolencja strzelecka. To, dlaczego Jorge Jimenez nie kończył meczu z golem, to zagadka na Archiwum X. Niewykorzystanie błędu Valentina Cojocaru pewnie będzie się Hiszpanowi śniło po nocach. Mam nadzieję, że to będzie jego największy koszmar, a uraz, jakiego doznał jeszcze przed przerwą, nie okaże się czymś poważnym. Chociaż muszę przyznać, że Olaf Kobacki, który pojawił się w miejsce Jime w 31. minucie, po nieudanej pierwszej części meczu w drugiej połowie wyglądał całkiem przyzwoicie.

Jak już jestem przy indywidualnej ocenie występów niektórych graczy, to mam pytanie retoryczne. Czy odnalazł się Patryk Kun? Bo od czasu feralnego strzału z 15. minuty miałem wrażenie, że śmiało można go zgłosić do programu "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie". Odnoszę wrażenie, że ustawienie go na pozycji numer "10" i wymienność z Dionem Gallapenim wychodzi na złe każdemu: zawodnikom, zespołowi, trenerowi oraz kibicom. Dodatkowo, jak patrzę na ławkę rezerwowych, na której widzę i Juricę Pršira, i Gleba Kuchko, to zastanawiam się, po co ten eksperyment stosować z uporem maniaka przez 90 minut meczu.

Wisła Płock - Pogoń Szczecin
Wisła Płock - Pogoń Szczecin © ORLEN WISŁA PŁOCK | ORLEN WISŁA PŁOCK

Ale… żeby jednak nie być wyłącznie krytykantem, widziałem w Szczecinie też rzeczy, które Wiśle wychodziły! I nie mówię tutaj o piłce za linię. Niewątpliwie na plus można ocenić naszą grę obronną. Chyba skończył się pomysł na radosny, orlikowy futbol, wróciliśmy do sensu tej dyscypliny, czyli: starajmy się bramek nie tracić, a strzelić chociaż jedną. Duży wkład w ten pierwszy aspekt miał Rafał Leszczyński, który, fakt, nie ustrzegł się wielbłąda po strzale Paula Mukairu. Jednak w tej sytuacji uratował go sędzia liniowy, sygnalizując pozycję spaloną rywala. Później już wszystko było na topowym poziomie. Dwie fantastyczne interwencje chroniące nas przed utratą kolejnych bramek.

Na plus też należy ocenić organizację gry Nafciarzy. Chyba pierwszy raz od dawna nie miałem przez 90 minut wrażenia, że po boisku biega zbieranina przypadkowych ludzi, a zespół. Wprawdzie chwilami jeszcze zastanawiałem się, czy nie wracamy do ustawień fabrycznych, jednak koniec końców ten aspekt też wyglądał tak, jak powinien.

Wisła Płock - Pogoń Szczecin
Wisła Płock - Pogoń Szczecin © ORLEN WISŁA PŁOCK | ORLEN WISŁA PŁOCK

Cieszy oczywiście strzelona bramka. Podwójnie, patrząc na to, że zdobył ją Marcus Haglind-Sangré. Szwed od chwili przedłużenia kontraktu nie miał najlepszej passy na boisku, a rękę dam sobie uciąć, że spędzało mu to sen z powiek. Kolejny plus – debiut młodego Marcina Kościeleckiego. Chociaż mówię tutaj o samym fakcie wejścia na boisko już w 70. minucie, a nie o występie Marcina. Bo ten raczej można zaliczyć do tych bardziej anonimowych. Co nie do końca jednak wynikało z jego postawy, a bardziej z sytuacji boiskowej. Końcówka spotkania to zdecydowana przewaga Pogoni i poszukiwanie zwycięskiego gola w wykonaniu Portowców. Marcin przez 20 minut meczu miał raptem 4 kontakty z piłką. Więc co mógł chłopak z tym zrobić?

Konkludując ten już lekko przydługi wywód: Wisła ma potencjał. Pozostaje tylko pytanie, czy Adam Majewski zdoła go pokazać, zanim zostanie zwolniony. Przed nami jeszcze 2 mecze przed wyjątkowo długą jesienną przerwą na kadrę. Nafciarze w tym czasie zmierzą się z Cracovią oraz Zagłębiem Lubin. Oba kluby są też w dołku. Czy trener Majewski zdoła to wykorzystać i obroni swoją posadę, czy jednak dalej będzie brnął w kałużę niezrozumiałych decyzji, w której zatonie razem ze swoim sztabem?

Odpowiedź częściowo poznamy już w najbliższą niedzielę o 12:15. Wtedy to Wisła na własnym stadionie zmierzy się z zespołem z Krakowa. Obecność obowiązkowa.


WIDEO
Rozmowa z byłym prezesem Wisły Płock Jackiem Kruszewskim o tym jak jest, jak być powinno!


Wybrane dla Ciebie