Pisząc poprzedni tekst, zwracałem uwagę na to, że upór trenera Majewskiego oraz niechęć do pewnych piłkarzy może szybko poddany zostać bolesnej weryfikacji. Nie spodziewałem się wówczas, że będzie to aż tak szybko i że będzie aż tak bolało.
Trener Adam Majewski na pomeczowej konferencji prasowej powiedział:
W kolejnym meczu, podobnie jak w spotkaniu z Wisłą Kraków, mamy więcej strzałów i rzutów rożnych, ale nie potrafimy tego zamienić na gola. Brakowało nam jakości w polu karnym. Być może gdybyśmy później zdobyli bramkę kontaktową, obraz tego meczu by się zmienił. Rozmiary porażki są duże, ale nie chowamy głów. W piątek czeka nas mecz z Koroną Kielce i patrząc na zaangażowanie zespołu mimo takiego wyniku, widzę, że idziemy w dobrą stronę.
Tak więc ja powtórzę pytanie - czy za wrażenia artystyczne są jakieś dodatkowe punkty? Ekstraklasa to chyba nie jest Taniec z Gwiazdami, żeby koniec końców Iwona Pavlović podniosła tabliczkę z upragnioną "10" i tym samym uratowała nasz byt w najwyższej klasie rozgrywkowej. W Ekstraklasie liczą się punkty, a te dostaje się za wygrane bądź zremisowane mecz. Nawet za te, w których czujemy się moralnymi wygranymi nie ma żadnej bonifikaty.
W skrócie, może i graliśmy ładnie w ofensywie, za to w defensywie prezentujemy się DRAMATYCZNIE! Powiedzieć, że Katowiczanie siali popłoch pod nasza bramką co drugim podaniem progresywnym, to jak nic nie powiedzieć. Ktoś może stwierdzić, że przegraliśmy aż 5:0. Ja uważam, że to TYLKO 5:0, bo ten wynik mógł być zdecydowanie bardziej okazały.
Trener twierdzi, że gdybyśmy byli bardziej skuteczni w pierwszych minutach, to losy meczu mogły potoczyć się zupełnie inaczej. Weźmy się więc za rogi z tą teorią. Nafciarze do przerwy oddali 12 strzałów na bramkę strzeżoną przez Gabriela Kobylaka.
Trzy z nich były celne. Suma xG tych wszystkich strzałów wyniosła 0,83. Z czego najgroźniejsze uderzenie przed przerwą autorstwa Saida Hamulicia to ponad połowa tej wartości. Jak weźmiemy pod uwagę współczynnik xGOT to wygląda to jeszcze bardziej tragicznie, bo tutaj mamy wartość 0,18 spodziewanego trafienia. Śmiem więc twierdzić, że nie nasza skuteczność była przyczyną tak okazałej porażki. No ale możemy mówić, że Wisła ma inicjatywę, wszak 65% posiadania piłki wyświetliło się po naszej stronie po końcowym gwizdku Tomasza Kwiatkowskiego.
Co z tego, że oddaliśmy w sumie 22 strzały, wymieniliśmy 576 podań, jak po 90 minutach na tablicy wyników po naszej stronie nadal widniało okrągłe zero, a po stronie rywali błyszczała okazała piątka. Przypomnę tylko, że mogło być jeszcze gorzej. Sam Marcus Haglind-Sangre w dwóch sytuacjach ratował nas przed utratą gola.
A My? My w prawie całym meczu mieliśmy Saida Hamulicia na boisku, który oddał 6 strzałów, z czego jeden celny. Miał wprawdzie jedną wyborną sytuację do zdobycia gola, ale po pierwsze zabrakło celności, po drugie siły, bo piłkę zmierzającą obok bramki i tak zdołał wybić Mateusz Kowalczyk. Saida Hamulicia, który w 82 minuty zanotował 15 podań, 10 z nich było celnych, 5 to podania na własnej połowie. Jak łatwo policzyć co drugie podanie na połowie rywala było niecelne. Mało tego, tzw. wkład obronny naszego napastnika równy jest ilości goli strzelonych przez Wisłę w tym spotkaniu.
Czy Said Hamulić jest winien tej porażki? Nie! Przegrał zespół, tylko nie jestem pewien, czy do porażki doszło w Katowicach, czy jeszcze przed wyjazdem z Płocka. Ale najważniejsze, że gramy ładnie dla oka.