Śmierć generała Padlewskiego
Po ujęciu przez Rosjan Padlewski został przewieziony do płockiego więzienia, skąd 15 maja 1863 r. został wyprowadzony i stracony za rogatkami płońskimi. Prof. Anna Maria Stogowska w opracowaniu pt. "Ostatnie tygodnie życia Zygmunta Padlewskiego" podaje, że generał Padlewski odrzucił propozycję ułaskawienia w zamian za potępienie działań powstańczych. Według relacji świadków generał stanął przed 12-osobowym plutonem strzelców spokojnie, prosząc by nie zasłaniano mu oczu opaską. W chwili śmierci miał zaledwie 27 lat.
W największej tajemnicy utrzymywano przed społeczeństwem termin egzekucji, obawiając się ewentualnej próby odbicia więźnia. Od tej pory zabroniono też odwiedzania skazańca. Niedługo potem o godzinie 2.30 w nocy z celi więziennej napisał Padlewski list pożegnalny do swojej rodziny.
Oto jego treść:
"Dnia 15 maja 1863 r. Płock godz. 2 i pół w nocy. W tej chwili dowiaduję się, że dziś mam dokończyć ten żywot ziemski. Strasznie poważna to chwila, więc nie dziwcie się, że niewiele w niej na napisanie czasu stracę, by tę godzinę, jaka mi zostaje, z Bogiem przepędzić. Do Ciebie, Cioteczko piszę, bo ostatnie moje słowa Ty najpierwsza czytać będziesz. Dzięki za Twoje serce, które ze mną było do końca. Powiedz najdroższym, najmilszym Rodzicom moim, żem ich kochał z całej siły uczuć moich i że z nimi umieram. Brata Romka miłego do serca przyciskam, siostry wszystkie błogosławię i kocham, krewnych tylko wyliczyć nie mogę, ale ich mam w sercu. Księdza Leona o modlitwę proszę. Niech się ojciec dowie 0 trochę długów, które zostawiam i wiernie zapłaci co do grosza. Rzeczy, które tu zostawiam, niech zabierze i na pamiątkę familii rozda. Te trochę pieniędzy, które tu zostawiam, proszę przesłać do Krakowa p. Dawidowicz, niech weźmie należność swoją, a resztę rozda ubogim. Bądźcie zdrowi i szczęśliwi, o to Boga modlić będę, jeśli Go zobaczę. Matko droga, szukaj pomocy w Bogu. Ja, biedny, nie mogłem Ci życia umilić, a teraz jeszcze go zatruwam. On Cię za to pożałuje. Zygmunt".
We wczesnych godzinach rannych władze więzienne wezwały księdza z miejscowego kościoła parafialnego, aby udzielił skazańcowi ostatniej posługi kapłańskiej. Po przybyciu kapelana do celi więziennej Padlewski odbył spowiedź, a następnie przyjął Komunię św. Niedługo potem sprowadzono go wraz z księdzem pod strażą kozaków na dziedziniec więzienny. gdzie usłyszał słowa pożegnania od kolegów, którzy przez trzy tygodnie dzielili z nim wspólny los.
W drodze rozmawiał z księdzem 1 strażnikiem, dopytując się o sposób egzekucji, prosząc, aby po śmierci nie pastwiono się nad jego ciałem. Mimo, iż termin egzekucji nie podany był do publicznej wiadomości, gdy wieziono Pacłlewskiego na plac kaźni płocczanki rzucały z okien bukiety kwiatów, tak, że, jak stwierdził jeden z oficerów rosyjskich, cała droga nasłana była różami i różnym kwieciem. Egzekucja odbyła się na placu ćwiczeń wojsk rosyjskich tuż za miejską rogatką płońską.
Na tym właśnie placu od lutego tegoż roku wykonywano egzekucje na zasądzonych powstańcach i tam grzebano ich ciała. W ten piękny majowy ranek egzekucją kierował pułkownik Poźniak, polski renegat, od lat znany mieszkańcom Płocka z okrucieństwa i sadystycznych upodobań.