W dwudziestoleciu międzywojennym w Płocku rzemiosło golibrodów (często nazywanych też cyrulikami lub golarzami) odgrywało ważną rolę w codziennym życiu mieszkańców. Zakłady te znajdowały się głównie w centralnych punktach miasta oraz w gęsto zamieszkałych dzielnicach handlowych, m.in. w rejonie Starego Miasta, ulicy Kolegialnej czy w okolicach dawnej dzielnicy żydowskiej (ul. Synagogalna i przyległe).
Lokale wyróżniały się specyficznym klimatem – meble z ciemnego drewna, obrotowe fotele obite skórą, duże ścienne lustra w ozdobnych ramach oraz zestawy brzytew, pędzli z włosia borsuka i tyglów na mydło. Golibroda nie tylko strzygł włosy oraz golił i trymował brody i wąsy za pomocą brzytwy, ale często zajmował się też podstawowymi zabiegami higienicznymi czy kosmetycznymi (np. stawianie baniek, aplikacja wody kolońskiej, a dawniej także mniejsze zabiegi cyrulickie). Zakład golibrodzki pełnił funkcję lokalnego klubu dyskusyjnego. Mężczyźni przychodzili tam nie tylko zadbać o wygląd przed niedzielną mszą czy ważnym spotkaniem, ale też porozmawiać o polityce, przeczytać przerwane gazety i wymienić miejskie plotki.
To nazwiska fryzjerów – buntowników, którzy sprzeciwili się uchwale z dnia 4 sierpnia 1935 roku. Na zebraniu tym uchwalono bezwzględne przestrzeganie odpoczynku niedzielnego i świątecznego. W myśl tej uchwały wszystkie zakłady fryzjerskie w Płocku mają być w niedziele i święta zamknięte. Pod tą uchwałą podpisali się również właściciele żydowskich zakładów fryzjerskich.
Są jednak osoby, które nie posiadają prawa prowadzenia warsztatu fryzjerskiego i pracują najczęściej w warunkach urągających wymaganiom sanitarnym.
Polacy, fryzjerzy płoccy, stosują się do niej, Żydzi w wielu wypadkach robią swoje. W chrześcijańskie święto pracował np. Majer Russak (Sienkiewicza 32). Spisano protokół - doniesienie. Sugerowano również, żeby komisja sanitarna, czy policja pofatygowała się do fryzjera Hersza Domba przy Rynku Kanonicznym 1. W myśl ówczesnych obowiązujących, przepisów zakład fryzjerski nie może być połączony z mieszkaniem. H. Domb na ten przepis nie zwracał uwagi.
Hersz Domb był właścicielem znanej nieruchomości położonej przy ulicy Warszawskiej 31 w Płocku. Dom ten, określany w biografiach jako "dom spadkobierców Hersza Domba", był miejscem narodzin znanych płocczan, w tym architekta i inżyniera Benimina Lejba Perehmutera (urodzonego tam w 1898 roku) oraz Abrama Hersza vel Alfreda Blaya. Nazwisko Hersza-Szmula Domba figuruje w oficjalnych przedwojennych obwieszczeniach publicznych (m.in. z 1931 roku dotyczących wierzytelności hipotecznych) oraz w aktach spraw cywilnych o zapłatę z 1939 roku.
Ponieważ policja płocka gorliwie zajęła się sprawą łamania przepisów o odpoczynku niedzielnym, niektórzy fryzjerzy, nawet chrześcijanie, biorą się na inny sposób. Zakłady swoje mają zamknięte, ale za to wysyłają swoich pracowników do domów swych klientów. Łamią przez to sami przepisy o odpoczynku niedzielnym, ale jeszcze swych pracowników do tego zmuszają i pozbawiają ich możności obowiązkowego słuchania mszy świętej.
Krzysztof Wiśniewski
Dziś, jutro będzie kiedyś.
„Płock z dawnych lat” to historie ludzi, których już nie ma wśród nas. Ocalmy wspomnienia o Płocczanach, którzy swoim życiem i pracą starali się być pożyteczni dla innych, ocalmy tych, którym nie będą stawiać pomników, ocalmy tych, którzy nie będą patronami ulic, placów, rond i skwerów, ale być może dzięki nim, zapomnianym, których mogił już nie ma i mogił na cmentarzach, które mijamy nie zastanawiając się, kim byli, staliśmy się wielką rodziną płocką. O Nich są poniższe teksty.