Święta Wojna o wszystko. Kto sięgnie po mistrzostwo Polski?
Jeszcze kilka dni temu wielu ekspertów wskazywało ORLEN Wisłę Płock jako faworyta finału ORLEN Superligi. Nafciarze bronili tytułu mistrzowskiego, byli liderem sezonu zasadniczego i w ostatnich miesiącach regularnie znajdowali sposób na Industrię Kielce. Tymczasem pierwszy finał przyniósł niespodziankę. Kielczanie wygrali w Płocku 30:25 i dziś są o krok od odzyskania mistrzostwa Polski.
Drugie spotkanie finałowe zapowiada się więc jak klasyczna "Święta Wojna" – mecz gigantów, w którym emocje zaczynają się na długo przed pierwszym gwizdkiem. Tym razem presja będzie jednak jeszcze większa, bo stawką jest cały sezon.
Dlaczego finał rozgrywany jest na dwa mecze?
Wielu kibiców zadaje sobie pytanie, dlaczego mistrzostwo Polski nie jest rozstrzygane w jednej konfrontacji albo w długiej serii play-off, jak choćby w koszykówce. System ORLEN Superligi zakłada obecnie finał rozgrywany w formule dwumeczu. Każdy z zespołów gra jedno spotkanie u siebie, a o końcowym triumfie decyduje bilans obu meczów.
Taki model ma kilka celów. Po pierwsze – zapewnia obu drużynom równe warunki i możliwość rozegrania finału przed własną publicznością. Po drugie – zwiększa widowiskowość i zainteresowanie kibiców, bo emocje są rozłożone na dwa weekendy. Po trzecie – organizatorzy chcą w ten sposób dodatkowo promować ligę i największy klasyk polskiej piłki ręcznej.
To rozwiązanie ma jednak również przeciwników. Część środowiska uważa, że mistrz Polski powinien być wyłaniany w serii do dwóch lub trzech zwycięstw, ponieważ jeden słabszy dzień może przesądzić o całym sezonie. W tym roku doskonale widać, jak ogromne znaczenie miał pierwszy mecz w Płocku.
Industria wróciła w najlepszym momencie
Pierwszy finał był pokazem siły kielczan. Drużyna Tałanta Dujszebajewa zagrała bardzo dojrzale w defensywie, świetnie wyglądała fizycznie i już do przerwy prowadziła aż 19:11. ORLEN Wisła próbowała odrabiać straty, ale Industria kontrolowała przebieg spotkania i wygrała różnicą pięciu bramek.
To o tyle zaskakujące, że jeszcze w kwietniu Płocczanie pokonali kielczan w półfinale Pucharu Polski 30:25. Wydawało się wtedy, że zespół Xaviego Sabate ma psychologiczną przewagę nad największym rywalem.
Industria udowodniła jednak, że doświadczenie w takich meczach nadal ma ogromne znaczenie. Liderzy zespołu – Alex Dujszebajew, Aleks Vlah czy Piotr Jarosiewicz – wzięli odpowiedzialność za wynik, a kielczanie pokazali coś, czego brakowało im w części sezonu: spokój i konsekwencję.
Wisła jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa
Mimo porażki ORLEN Wisły Płock nie można skreślać. Nafciarze w ostatnich latach wielokrotnie wychodzili z trudnych sytuacji, a ich największym atutem pozostaje szeroka kadra i bardzo agresywna obrona.
Kluczowe będzie jednak to, jak zespół zareaguje mentalnie po pierwszym finale. W Płocku zawiedli liderzy drugiej linii, a gospodarze popełniali zbyt wiele błędów technicznych. Jeśli chcą odwrócić losy rywalizacji w Kielcach, muszą zagrać znacznie skuteczniej i szybciej przechodzić do kontrataków.
Dodatkową motywacją może być świadomość, że dla wielu zawodników taki finał może być jednym z najważniejszych momentów kariery. Mecze Wisły z Industrią od lat wykraczają poza zwykłą ligową rywalizację – to spotkania, które budują historię polskiej piłki ręcznej.
Kto zostanie mistrzem?
Po pierwszym meczu przewaga jest po stronie Industrii Kielce. Kielczanie odzyskali pewność siebie i przed własną publicznością będą chcieli wykorzystać ogromny kapitał wypracowany w Płocku. Atmosfera w Hali Legionów może ponieść gospodarzy do triumfu.
Jednocześnie doświadczenie uczy, że "Święta Wojna" rządzi się własnymi prawami. W starciach tych drużyn wielokrotnie dochodziło już do zwrotów akcji, których nikt się nie spodziewał. Jedno jest pewne – drugi finał zapowiada się jako wydarzenie, które może przejść do historii ORLEN Superligi.
Bo kiedy naprzeciw siebie stają ORLEN Wisła Płock i Industria Kielce, nigdy nie chodzi tylko o jeden mecz. Chodzi o dominację, prestiż i tytuł najlepszej drużyny w Polsce.