Płocka wiosna na widelcu. Kto ściemnia, a co mówią liczby?
Gdy w maju 2019 roku zakładałem swój pierwszy arkusz kalkulacyjny, gnała mnie czysta, sceptyczna ciekawość. W przestrzeni publicznej huczało od haseł o globalnym ociepleniu. Zadawałem sobie wtedy proste pytania: Kto ma rację? Kto tu ściemnia? Jak to wygląda na naszym, płockim gruncie i czy w lokalnych danych w ogóle widać jakieś trendy? Pozytywny umysł sceptyka szukał twardych dowodów. Dzisiaj, z perspektywy siedmiu lat analizowania danych, zapraszam Państwa na wycieczkę po płockiej wiośnie meteorologicznej. Zobaczymy ją najpierw z bliska – przez pryzmat mijających miesięcy – a potem z lotu ptaka, na przestrzeni ostatnich 75 lat.
W meteorologii wiosna rządzi się swoimi sztywnymi prawami i obejmuje marzec, kwiecień oraz maj. Ten podział najlepiej odpowiada naszej intuicyjnej rzeczywistości (lato meteorologiczne jest cieplejsze od astronomicznego, a zima – najzimniejsza). Dawno temu poświęciłem temu osobny artykuł na moim blogu Ziemia i Okolice, analizując różne klasyfikacje pór roku dla naszego miasta. Tyle tytułem wstępu – przejdźmy do konkretów i twardych danych.
Część I: Wiosna 2026 pod lupą – rollercoaster z atomowym uderzeniem
Zacznijmy od analizy dnia po dniu w odniesieniu do oficjalnej bazy klimatycznej z lat 1951-2016. Spojrzenie na arkusz uświadamia jedno: tak anomalnie ciepłego początku sezonu Płock dawno nie widział.
- Marzec (termiczny maj): Miesiąc ten wystartował z iście atomowym uderzeniem ciepła. Na tabeli anomalii widzimy potężną, czerwoną plamę dodatnich odchyleń przez niemal cały miesiąc. Kulminacja nastąpiła 14 marca, kiedy anomalia dobowa osiągnęła niewiarygodne +10,6°C powyżej normy. Cały marzec zamknął się nokautującą średnią anomalią na poziomie +4,8°C.
- Kwiecień (oszustwo statystyki): Końcowy bilans kwietnia w tabeli to idealne, równe 0,0°C anomalii. Mogłoby się wydawać, że był to nudny, modelowy miesiąc. Nic bardziej mylnego. Wykres liniowy pokazuje potężny rollercoaster: głębokie tąpnięcie z mrozem na początku miesiąca, gwałtowny wystrzał ciepła w połowie (19 kwietnia: +4,0°C) i drastyczne arktyczne ochłodzenie na koniec (29 kwietnia: -6,5°C). Fale gorąca i chłodu idealnie się wyzerowały, dając w statystykach "niewidzialny" bilans.
- Maj (konsekwentne ciepło): Maj przyniósł powrót do ciepłego trendu. Pierwszy tydzień to wręcz eksplozja lata – między 2 a 5 maja anomalie dobowe wynosiły od +4,5°C do aż +7,3°C, co na wykresie zaowocowało wielkim pomarańczowym "garbem" ciepła. Ostatecznie maj zamknął się z dodatnią anomalią +1,3°C.
Wiosna meteorologiczna zamknęła się wyraźnym plusie +2,0°C, a wkraczający na scenę czerwiec (widoczny na dole tabeli) z kursem +1,3°C od pierwszych dni pokazuje, że lato nie zamierza zwalniać tempa.
Część II: Perspektywa 75 lat – klimatyczna prosta prawdy
Pojedynczy ciepły marzec niczego jeszcze nie dowodzi – pogoda od zawsze lubiła płatać figle. Prawdziwą odpowiedź na pytanie, czy coś na gruncie Płocka naprawdę się zmienia, przynosi nam dopiero spojrzenie na płockie wiosny z perspektywy trzech ćwierćwieczy regularnych pomiarów (1951-2026).
Zestawienie dekadowe z (gdzie średnia dla całego wielolecia wynosi 8,1°C) pokazuje uderzającą, kolorystyczną ewolucję naszego klimatu:
- Lata 50., 60. i 70. (Chłodna stabilizacja): Wtedy wiosny w Płocku były wyraźnie rześkie (średnie odpowiednio: 7,1°C, 7,6°C i 7,8°C). W tabeli dominuje kolor niebieski. To w tej epoce (1955 r.) zanotowaliśmy lodowatą wiosnę ze średnią 5,5°C.
- Lata 80. i 90. (Przełom): Lata 80. przyniosły chwilowy powrót do chłodu (7,6°C), w tym absolutny rekord zimna w 1987 roku (zaledwie 5,0°C). Jednak lata 90. to już wyraźny skok do góry i średnia na poziomie 8,0°C.
- XXI wiek (Pomarańczowa dominacja): Ostatnie dekady to już zupełnie nowa rzeczywistość termiczna. Pierwsza dekada dwutysięczna przyniosła średnią 8,6°C, a lata 10. – rekordowe 9,1°C. Obecna dekada lat 20. trzyma wysoki kurs ze średnią 8,8°C. Tabela w tym miejscu staje się niemal całkowicie pomarańczowa.
Co mówi nam linia trendu?
Wykres nakłada na te 75 lat liniową funkcję trendu. Współczynnik kierunkowy jasno wskazuje, że z roku na rok średnia temperatura wiosny w Płocku systematycznie rośnie. W skali badanego okresu oznacza to wzrost średniej temperatury tej pory roku o 2,7°C na 100 lat!
Nasza tegoroczna płocka wiosna z wynikiem 9,7°C (zaznaczona czerwoną kropką na wykresie) uplasowała się wysoko powyżej tej linii. To, co w latach 50. ubiegłego wieku byłoby traktowane jako anomalny wybryk natury, dziś staje się po prostu kolejnym ciepłym sezonem w XXI wieku.
Krajobraz po bitwie na liczby
Kiedy startowałem z badaniami w 2019 roku, nosiłem w sobie zdrową dawkę nieufności do globalnych nagłówków. Chciałem sprawdzić, czy globalne trendy nie rozmywają się gdzieś na wysokości płockiego Wzgórza Tumskiego. Dzisiaj, patrząc na te geometrycznie uporządkowane rzędy cyfr w moich arkuszach, czuję przede wszystkim respekt przed faktami.
Liczby nie mają poglądów politycznych, nie piszą manifestów i nie próbują nikogo na siłę przekonać. One po prostu rejestrują rzeczywistość. A ta płocka rzeczywistość pokazuje, że stara, chłodna wiosna, jaką pamiętają nasi dziadkowie – ta z powolnym, nieśpiesznym budzeniem się przyrody w kwietniu – powoli odchodzi do historii. Zastępuje ją klimat gwałtowny, fundujący nam marzec przebrany za maj i maj udający lipiec. Sceptycyzm jest świetnym narzędziem badawczym, dopóki nie zamienia się w negowanie rzeczywistości. A płocka rzeczywistość, mierzona stopień po stopniu, po prostu staje się coraz cieplejsza. Czy nam się to podoba, czy nie.
Jarosław Cybulski, Pogoda i klimat w Płocku.