Michał Sporczyk: Witam serdecznie. No i cóż. Powiem szczerze, że przygotowując się na tą rozmowę, miałem chyba milion pytań, ale moim takim pierwszym, które jakby wysuwało się trochę na czoło, było: Jaka była pierwsza decyzja Macieja Wiącka pełniącego obowiązki prezesa? Bo z jednej strony możemy powiedzieć, że to nie jest jakaś potężna zmiana dla Pana, przejście z wiceprezesa na prezesa. Z drugiej strony patrząc na strukturę zarządu Wisły aktualnie, na to, że w tym momencie, ta cała sytuacja spoczęła na pańskich barkach, to jestem ciekaw jaka była ta pierwsza decyzja, którą pan podjął?
Maciej Wiącek: Nie wiem, czy jestem w stanie sobie przypomnieć, bo mojej perspektywy tak wiele się wydarzyło, która z tych decyzji była pierwsza, trudno mi powiedzieć. Nie, naprawdę nie wiem.
Czy na przykład wynegocjowanie porozumienia z trenerem Misiurą, czy Radkiem Kucharskim. Czy może powołanie Adama Majewskiego, które, przypominam, też podlegało procedurze klubu miejskiego, czyli zgodzie Rady Nadzorczej i Walnego Zgromadzenia itd. Nie, nie odpowiem na to pytanie. Na pewno była to jakaś istotna decyzja.
Michał Sporczyk: Zostanę przy tych decyzjach. Pamiętam jak dziś tą konferencję, która odbyła się 16 czerwca, na której przedstawiony został nam Adam Majewski, wtedy jeszcze nieoficjalnie nowy trenera. I na tej konferencji padło stwierdzenie, że chwilę przed nią został podpisany kontrakt z jednym z nowych zawodników. Który to był zawodnik?
Maciej Wiącek: To chyba był Marcin Flis. On chyba był pierwszy z tych, których już ja osobiście negocjowałem. Tak, tak mi się wydaje, bo z Adamem rozmawialiśmy oczywiście kilka dni wcześniej. My też o jego warunkach dyskutowaliśmy. Zresztą, to nie odbywa się na zasadzie pięciominutowej rozmowy. Mówimy o poważnych zobowiązaniach z obu stron.
I pamiętam, że padło wtedy nazwisko Marcina, któremu kończyła się umowa w Siedlcach. Ja powiedziałem do Adama, nie musi mnie przekonywać i, że biorę to na siebie. Dziesięć minut później mniej więcej dzwoniłem do Marcina Flisa, omijając wówczas nawet agencję, choć oczywiście też z nią rozmawialiśmy na dalszym etapie.
Najpierw chciałem jednak zorientować się, czy Marcin jest zainteresowanym przyjazdem do Płocka. On natychmiast wyraził zainteresowanie, mając, co warto podkreślić, propozycję wyjazdu zagranicznego. Ale rodzinna sytuacja tu działała na naszą korzyść, bo Marcin jest świeżo upieczonym. Nie pierwszy zresztą raz ojcem. No i bardzo ucieszył się, że nie musi, wyjeżdżać z Polski, żeby grać w piłkę. Także wszystko nam się tam wtedy poukładało.
Michał Sporczyk: A który transfer z przeprowadzonych do tej pory był najtrudniejszy? No bo patrząc na sytuację, że do niedawna tak naprawdę wszystkie transfery przeprowadzone zostały bez udziału dyrektora sportowego. Za ruchy do klubu odpowiada duet Maciej Wiącek – Adam Majewski.
Maciej Wiącek: Adam, który, i tu możemy też powiedzieć, konkretne doświadczenie jako dyrektor sportowy w Płocku posiada. Tak naprawdę zdobywał je jeszcze w dwóch klubach, bo pomijam Płock, gdzie przez sezon próbował się w tej roli.
Ale również tak naprawdę w Mielcu, gdzie jako trener pełnił obowiązki dyrektora w rozmawiając z agencjami, z piłkarzami. Więc doświadczenie ma takie praktyczne, nieformalne. I na pewno jego pomoc była istotna w rozmowie z zawodnikami, bo jego autorytet zdecydował, że niektórzy zdecydowali się na nasz klub, mając lepsze propozycje finansowe.
Ja natomiast musiałem przekonywać agentów i samych zawodników, że mimo tej niższej pensji, ich rozwój i rozwój drużyny będzie z pewnością zagwarantowany właśnie w Wiśle.. Jak to się skończy? Dopiero Liga pokaże. Natomiast na pewno wszystkie te rozmowy były trudne.
Gdybym miał wskazać działu najbardziej wymagającą, której pomagał jeszcze Radek Kucharski, to z pewnością można tutaj mówić o transferze Rogelja, bowiem Belgowie do końca próbowali uprzykrzać nam życie, dokładając cały czas jeszcze jakieś oczekiwania, drobne wymagania, korekty, które naturalnie niestety podnosiły cenę transferu. Już nie w jakiś istotny sposób, ale na tyle istotny, że dla Wisły każdy grosz jest ważny. Więc wiadomo, że ten transfer był kłopotliwy, ale bardzo trudne też szły rozmowy na temat wcześniejszego przyjazdu Prsira do Wisły.
Jestem zadowolony, że udało się to w końcu przeforsować, bo powiedzmy sobie szczerze, że zawodnik, który dotarłby do klubu po sześciu lub siedmiu kolejkach, to tak naprawdę 20% sezonu ma stracone i zanim dostosuje się do drużyny, to można powiedzieć, że na wiosnę byłby nam przydatny. Nie mogłem do tego dopuścić. Starałem się w miarę przyspieszyć jego przyjazd do Płocka.
Udało się to i też była to karkołomna sprawa. Nie musieliśmy ani grosza Goricy za jego wcześniejszy przyjazd zapłacić. Wymagało to wsparcia życzliwych nam ludzi, nie tylko Polaków. Cieszę się, że to wsparcie miałem i udało się ten transfer przyspieszyć, ale też przyjazd Olafa Kobackiego wcale nie był taką prostą sprawą, bo mieliśmy konkurencję w postaci innego polskiego klubu, bardzo groźną, silną i bogatszą, a mimo to udało nam się przekonać Olafa do przyjazdu do Płocka, z czego też jestem bardzo zadowolony i też na warunkach, które my określiliśmy, różniących się od jego oczekiwań. Natomiast tutaj oczywiście autorytet Adama był decydujący Olaf jest graczem ofensywnym, który chce mieć swobodę na boisku i taką pewnie będzie miał w Wiśle.
Wrócę do transferów. Oczywiście nie chciałbym, żeby każdy, których nie wymieniłem, przepraszam, czuli się pominięci. Po prostu w tamtych przypadkach było troszkę łatwiej o doprowadzenie do porozumienia. Z Adamem Radwańskim wprawie trochę to trwało, ale strony musiały się po prostu zbliżyć. A w przypadku Patryka Kuna to dwie rozmowy moje bezpośrednio z zawodnikiem, bo tak się akurat ułożyło, po prostu powołałem się na relację z Dominikiem i mówię: "słuchaj Patryk, jeśli chcesz wiedzieć, jak jest w Wiśle i jakim człowiekiem jestem ja, zadzwoń do brata." Myślę, że miał to znaczenie.
Michał Sporczyk: Kilka pytań odnośnie transferów, które zostały zrobione trochę wcześniej, przed przyjściem Adama Majewskiego. I mam tutaj na myśli Michała Króla i mam na myśli właśnie Juricie Prsira. Jak ci zawodnicy odnaleźli się po przyjściu do Wisły? No bo nie ukrywajmy, że jednak i Król i Juricia o transferze rozmawiali z innym trenerem i o trochę innej wizji. Czy to dla nich był duży szok? Jeżeli chodzi o Michała Króla, to myślę, że on mógł być trochę w temacie, no bo on na pewno widział w mediach, co się dzieje. Ale dla Juricy Prsira, który był w Chorwacji, to jednak przyjazd tutaj i spojrzenie na grupę nowych ludzi, to jednak mógł być szok.
Maciej Wiącek: Świat piłki, choć globalny, jest jednak bardzo mały. Ja akurat nie wiem, czy sam zawodnik, ale ludzie z jego otoczenia śledzili to, co dzieje się w Płocku na bieżąco.
Jego przedstawiciele dzwonili do mnie i widzieli, jakie zmiany w Płocku nastąpiły. Absolutnie to nie zniechęciło, a w mojej ocenie nawet zachęciło do przyjazdu do Płocka. Cały czas tutaj mówię o jakby planowanym, bo oczywiście to dopiero zobaczymy za kilka dni, planowanym innym stylu gry drużyny. Ten argument był akurat dla Prsira, który też jest przecież ofensywnym piłkarzem, moim zdaniem ważny i zachęcający.
Michał Sporczyk: Wiele przy okazji transferu Prsira mówiło się o tym, że Jurica ma nosić numer 10.
Maciej Wiącek: W ogóle tego nie wiedziałem. Przepraszam, ja już też usłyszałem to pytanie od kogoś. Ja kompletnie, proszę mi wierzyć, nie interesuję się takimi rzeczami.
To jest sprawa wewnątrz szatni. Do kierownika drużyny zgłaszane są takie zapotrzebowania. Nieważne w jakiej pozycji w klubie byłem, dowiadywałem się o numerach zawodników w momencie, kiedy ta lista była już zamknięta, a wcześniej mnie to nigdy nie interesowało.
Michał Sporczyk: Będę trochę ciągnął wątek Juricy Prsira. Na papierze jawi nam się on jako taki piłkarz, po którym myślę, że wielu ekspertów obiecuje sobie najwięcej. Jakie są nadzieje Wisły związane z tym piłkarzem? No bo patrząc chociażby na jego występy w sparingach, no widać, że ma to coś. Ja, słuchając opinii swoich kolegów, którzy oglądali na żywo wasze mecze w Opalenice, też usłyszałem, że to jest nietuzinkowy piłkarz i jeżeli utrzyma tą swoją jakość, to może być naprawdę dużą wartością dodaną albo wręcz takim piłkarzem, który przysłowiowo pociągnie ten wózek.
Maciej Wiącek: Chciałbym, żeby to, co powiedziałeś, się sprawdziło i tak powinienem zakończyć odpowiedź. Naturalnie, że na niego liczymy. To był bardzo ważny ruch w konstrukcji Wisły. Planowany już za poprzedniego zarządu i sztabu szkoleniowego, z naturalnymi atutami tego zawodnika jako pozycja numer 10 lub 8, bo tutaj cały czas wiem, że na Adam miał wątpliwości i pewnie nadal je ma, gdzie bardziej można spożytkować umiejętności Prsira. Nie po to o niego tak zabiegaliśmy, żeby nie wierzyć w jego umiejętności.
Pamiętać jednak należy, że dzisiaj w środku pola Jurica ma potężną konkurencję, bo wszyscy środkowi pomocnicy, w całym okresie przygotowawczym, spisywali się doskonale.
Adam Radwański w ogóle wskoczył w drużynę, jakby nigdy jej nie opuścił, a przypominam, ładnych prawie 10 lat strzelał w całym świecie i nagle okazuje się, że strzela bramki, a stój, a grał w sparingach, miał świetne liczby. Doskonale wygląda Gleb Kuczko, również z liczbami, a raczej jest typowany na pozycję numer 10 właśnie. Do tego jeszcze Jimenez, którego walory są znane, jest wreszcie zdrowy i nie narzeka na żadne mikro czy makro urazy.
Do gry kombinacyjnej jest pewnie wymarzonym kandydatem. W związku z tym, czy to Prsir wyjdzie w pierwszym składzie w niedzielę, czy z ławki, nie jestem przekonany, natomiast na pewno będzie o to miejsce walczył. Jeszcze nie wymieniłem Daniego. Chociaż akurat on czy Savidis nie stanowią dla Prsira konkurencją, bo raczej na pozycji tego defensywnego pomocnika to nie Chorwat będzie grał.
No ale oni też prezentowali się bardzo dobrze, więc nie byłbym wcale pewny, że akurat Jurica pojawi się w wyjściowej 11 w niedzielę, choć naturalnie też nie będę zaskoczony, jeśli tak się stanie. Myślę, że takim zawodnikiem o pojawienie się u którego w wyjściowej11 w niedzielę można być trochę spokojniejszym i pewnym. To jest Rafał Leszczyński.
Michał Sporczyk: Chciałbym jeszcze zapytać o Saida Hamulicia. Bośniak to nasz najlepszy strzelec w okresie przygotowawczym, ale też jeden z tych piłkarzy, do których Adam Majewski ma chyba jakiś specjalny klucz.
Maciej Wiącek: Powiedzmy sobie wprost, Saida ściągaliśmy zimą po to, żeby grał i strzelał bramki. Wiosna była w jego wykonaniu, ale też cała tej drużyna, zwyczajnie, słaba. Na dodatek miał problemy zdrowotne, regularnie takie niby niewielkie, ale jednak eliminujące go z gry kontuzje.
Przypominam mecz z GKS-em w Katowicach, gdzie przez własną agresję i poświęcenie doznał urazu. Gdyby może odpuścił akcję z Rasakiem i nie angażował się tak bardzo, to może grałby dalej w tej rundzie i jeszcze jakieś gole strzelił. Okazało się, że nie, więc dopiero jego wartość mamy okazję poznać teraz.
To Adam Majewski zrobił z niego kiedyś z klasowego napastnika. Skłamałbym gdybym powiedział, że nie liczy na ponownie taką sytuację. Said pokazuje ewidentnie bardzo wysokie umiejętności. Ma taką niezależność. Oczywiście, jak każdy napastnik jest uzależniony od współpracy z kolegami, ale gdy już ma piłkę i trochę miejsca, to wtedy jest czasem nie do zatrzymania. Oby tak było też w meczach prawdziwą stawkę.
Michał Sporczyk: Z jednej strony mówimy, że w piłce nożnej nie ma czasu na ziewanie, ale też trzeba mieć świadomość tego, że znalezienie sztabu, znalezienie piłkarzy i dopasowanie do tego sposobu gry, który preferuje Adam Majewski. A ma to być zdecydowanie różny sposób od tego, który preferował Mariusz Misura, to nie jest takie proste zadanie. A mam wrażenie, że z dniem 16 czerwca te wszystkie plany transferowe, które były ustalane, przed końcem sezonu jeszcze, można było spakować w teczkę i wyrzucić do kosza.
Maciej Wiącek: Nie, no Patryk Kun też był w orbicie naszych zainteresowań, czy Adam Radwański. Z tym, że te rozmowy były na etapie przedwstępnym, tak bym to powiedział. Tak naprawdę ja uwielbiam trudne wyzwania. Wydaje mi się, że zawdzięczam to jednemu człowiekowi, z którym pracowałem w klubie prawie dwadzieścia parę lat temu, że raczej sprawdzam się w sytuacjach kryzysowych, a ta akurat taka była. Naturalnie wymagało to dużo bardziej intensywnej i też trwającej wiele godzin dziennie pracy, ale ja byłem, jakby w swoim żywiole.
Teraz jest już troszkę więcej spokoju, chociaż wiadomo, mecz i to nie ten z Rakowem, bo on w organizacji nic nas nie kosztuje, ale ten z Widzewem. A mamy jeszcze dzisiaj wieczorem mecz Pucharowy przed Ekstraklasą, ale on jest dla nas stosunkowo prosty. Musimy parę wymagań UEFA wypełnić i tyle. To Ukraińcy mają więcej po swojej stronie w sprawach tych takich organizacyjnych.
Mecz z Widzewem jest wyzwaniem i teraz na nim się koncentrujemy. Ale to jest typowa rzeczywistość. Każdy mecz Ekstraklasy, ja nieraz to powtarzałem być dla pracownika klubu świętem. Tak mamy do niego podchodzić, z pełnym zaangażowaniem i emocjami. Angażujemy się w każde takie wydarzenie i nie ma tutaj zaskoczeń, nie ma jakichś wyzwań, które są ponad nasze umiejętności. Dlatego cały ten okres, choć bardzo intensywny i momentami trudny, przeszliśmy.
Michał Sporczyk: Co do meczu pucharowego Czerkasów, bo o to też pojawiło się dużo pytań w przestrzeni publicznej. Czy na meczu tego typu klub będzie zarabiać, czy na tym meczu zarabia tylko MOSiR?
Posłużę się takim przykładem, tutaj niedługo, po otwarciu stadionu, rozegraliśmy mecz reprezentacji młodzieżowej z Kosowem. Zarabiamy wyraźnie więcej niż na tamtym meczu i spojrzę w wątek. Proszę mi wierzyć, w życiu nie podjąłbym się zadania. Tym bardziej, że my o tym meczu zdecydowaliśmy jeszcze wtedy, gdy rząd był dwuosobowy. Ale ja w życiu nie poświęciłbym minuty uwagi temu spotkaniu, gdyby ono nie przynosiło Wiśle realnych pieniędzy.
Michał Sporczyk: O te środki też muszę zapytać. Jak wygląda budżet klubu na sezon 26/27? Czy on jest większy niż ten budżet na poprzedni sezon? A może taki sam, lub trochę większy?
Maciej Wiącek: Trochę większy, chociaż nie mogę powiedzieć dokładnie jaki, bo to wymagałoby oczywiście ujawniania pewnych przepływów finansowych, które my planując budżet zakładamy. Startując do Ekstraklasy, przyjęliśmy, że nasze przychody będą takie jakie ma drużyna, która zajmie 15 miejsce w Ekstraklasie, czyli to najniższe utrzymujące się. W związku z zajęciem wyższego miejsca, jest istotna różnica w przelewach z Ekstraklasy na rzecz klubu. Choćby to zwiększyło nasz budżet.
Transferu Edmundssona również nie planowaliśmy, jako tego wychodzącego przed sezonem. Dla odmiany nie zakładaliśmy wykupu Gallapeniego z Widzewa. Tutaj dla odmiany musieliśmy wyłożyć bardzo poważne pieniądze.
Trudno jednoznacznie taki budżet w piłce nożnej zaplanować i go zrealizować zgodnie z założeniami. Klub piłkarski to nie jest spółka, która produkuje, nie wiem, gwoździe czy buty i mniej więcej zna rynek i wie, ile tych butów jest w stanie sprzedać, co przyniesie taki, a nie inny zysk. U nas wszystko jest dość nieprzewidywalne i dlatego takie piękne, ale też czasem przyjemnie zaskakujące. Bo na pewno nasz budżet po zakończeniu sezonu 25/26 był nieco wyższy niż zakładaliśmy, ale ja od razu te pieniądze zainwestowałem w zespół. Utrzymując, od razu chciałbym dodać, pułap naznaczony przez miasto jako górny limit wydatków na zespół.
To nie jest tak, że przez to, że mam więcej pieniędzy, wydałem na drużynę więcej niż zakładaliśmy to jeszcze kilka miesięcy temu, bo ta struktura przez nas i to jest zasługa dyrektora finansowego, jest przygotowywana na miesiące do przodu. Ja oczywiście zakładając i transfer zagraniczny Gallapeniego lub nie, obydwa te warianty mam już w finansach do czerwca przyszłego roku przeliczone.
Michał Sporczyk: No właśnie, jak wygląda sytuacja w Gallapeniego? Jakiś czas temu mówił prezes, że transfer prawdopodobnie dojdzie do skutku, jednak wszystko jest kwestią ceny. Czy Wisła "potrzebuje", żeby Dion Gallapeni odszedł?
Prędzej czy później na pewno. Natomiast, czy potrzebuje tego dzisiaj? To już kwestia dyskusji. Ja tutaj mam jedną z większych wątpliwości jeśli chodzi o wyjściową jedenastkę już na niedzielny mecz. Czy w składzie pojawi się Patryk Kun czy Dion Gallapeni. Obydwaj są bardzo wartościowymi zawodnikami. Obydwaj mają troszkę inne zalety i troszkę inne mankamenty. I na pewno trener też nie ma jednoznacznej opinii na temat lewego wahadła. Bo on coraz częściej wspomina o tym, że może jednak Dion zostałby i trochę dla nas dłużej pograł. Sądzę, że prędzej czy później niestety będę musiał odmówić.
Po prostu, proszę Państwa, Wisła zawsze będzie na etapie w miarę taniego zakupu i w miarę drogiej tej sprzedaży. I na pewno Dion jest jednym z tych zawodników, którzy takie liczby gwarantują. Więc czy to będzie to okno transferowe, czy może zimowe, a być może za rok. Zobaczymy. To jest na razie kwestia decyzji. Ale naturalnym jest transfer tego piłkarza do silnej i bogatej ligi. Bo przypomnijmy 21-letni reprezentant Kosowa, zawodnik ofensywny, lewonożny jest "towarem" bardzo atrakcyjnym. Jak brzydko by to nie brzmiało. I my nie oprzemy się zainteresowaniu tych klubów dużo od nas bogatszych, a będziemy dzięki temu mieć środki na kolejne zawodników. Tak to działa. I wiadomo, że jakby i celem klubu, ale też samego Diona jest transfer do silniejszej ligi.
Michał Sporczyk: No właśnie, przechodzimy do trochę specyficznego pytania. Gdyby miał prezes zrobić listę piłkarzy, na których ma nadzieję zarobić, to kogo by na niej umieścił?
Maciej Wiącek: No oczywiście można jako takiego naturalnego kandydata umieścić na niej Olafa Kobackiego, który jest jeszcze młody, jest piłkarzem ofensywnym, ma coś do udowodnienia po słabszych sezonach w Anglii, więc na pewno będzie bardzo mu zależało na pokazaniu swoich umiejętności, powrotu nawet do takiej około reprezentacyjnej dyspozycji. No i to w naturalny sposób jest kandydat do ewentualnego transferu, ale nie zapominałbym o naszym narybku, bo mamy kilku dzieciaków, którzy znając Adama Majewskiego, jeszcze tej jesieni na boisku będą się pojawiać.
Michał Sporczyk: No właśnie, którzy z tych młodych piłkarzy, którzy pojechali na obóz do Opalenicy mają szansę na to, żeby się na Ekstraklasowych boiskach pojawiać? Z tego grona już niemal na pewno możemy wykreślić Kacpra Błaszkiewicza, bo jak ustaliłem, on akurat został odesłany już do drużyny rezerw i Adam Majewski nie będzie z jego usług korzystał. Ale pytam o tych piłkarzy jak Gleb Kuchko, Oskar Dari?
Maciej Wiącek: Zacząłeś od tych najbardziej podstawowych. Gleb, moim zdaniem, jest pełnoprawnym członkiem pierwszego zespołu na dzisiaj. Czy będzie w wyjściowej jedenastce, to znowu nie odpowiem, bo i nie ja o tym decyduję. Natomiast on niewątpliwie ma prawo czuć się członkiem pierwszej drużyny w 100%.
Jeśli chodzi o Oskara, sytuacja jest bardziej skomplikowana. On ewidentnie aspiruje do naprawdę niezłej piłki, ale żeby to rzeczywiście sprawdzić, chcemy go po prostu wypożyczyć do klubu silniejszego, niż nasze rezerwy, czyli co najmniej do drugoligowego i ten proces jest w toku. I w kolejnych? No właśnie, tutaj wiedziałem, że to pytanie padnie.
Naturalnie Ksawery to jest jeszcze nie tyle młody, co jeszcze dziecko. On jeszcze nie ma siedemnastu lat, a już się pokazuje w sparingach z pierwszą drużyną. Ma fantastyczne parametry. Jest bardzo wysoki, lewonożny, silny. To jest troszkę na razie skromniejsza, kopia Edmundssona, bo również blondyn. I na pewno Ksawery nie dzisiaj, bo na to jest ewidentnie za wcześnie, ale prędzej czy później będzie moim zdaniem podstawowym zawodnikiem naszego zespołu. Ewentualnie może zostać facetem, który za być może największe w historii Wisły pieniądze w przyszłości odejdzie.
Michał Sporczyk: Patrząc na naszych zawodników, którzy są na tą chwilę w pierwszym, czy są jeszcze jakieś nazwiska, które na pewno nas opuszczą. Powiedział prezes, że Oskar Darii to jest najprawdopodobniej wypożyczenie i tutaj w pewnym sensie jest to zrozumiałe zrozumiałe. A jak wygląda sytuacja innych zawodników?
Maciej Wiącek: Jeżeli chodzi o Oskara to dla wszystkich zainteresowanych było najlepsze wyjście. Na dzisiaj na pewno Przemek Misiak nie jest wyborem Adama do podstawowego składu. Jeśli już, to tylko do roli rezerwowego. Czy ją zaakceptuje i czy trener chce dalej mieć go w takiej roli? Zdecydujemy niebawem. Niewątpliwie będzie to dla niego bardzo trudne, przebić się do podstawowej jedenastki, bo obrońców tych pierwszego wyboru mamy czterech, bo tutaj obok tych trzech, którzy grali w sparingach, czyli Flisa, Kamińskiego i Sangre, stawiam jeszcze Marina Karamarko. Dalej jest Marcin Więckowski i dopiero moim zdaniem za nimi jest Przemek. Także nie wykluczamy takiej opcji jak transfer. Mamy jeszcze czas do zastanowienia.
Nafciarze Bez Filtra Extra | Przeżyjmy to jeszcze raz | Prezentacja Wisły Płock na sezon 2026/27
Michał Sporczyk: Już trochę kończąc naszą rozmowę, nie mogę nie zapytać. Jakie są cele na nadchodzący sezon jeśli chodzi o Wisłę Płock. Ale też o pełniącego obowiązki prezesa Macieja Wiącka?
Maciej Wiącek: Rozumiejąc realia i zdając sobie sprawę z naszej pozycji finansowej przede wszystkim. Jesteśmy na pewno klubem poniżej średniej ligowej. Wiem, że nie jesteśmy czasami w stanie konkurować na rynku transferowym. Na przykład, jeśli już mówimy o stoperze. Zaoferowano mi usługi byłego reprezentanta Polski za kwotę, której u nas nie zarabia i nie będzie nigdy zarabiał żaden napastnik. Więc w ogóle nie było o czym rozmawiać. I tu nie możemy sprostać oczekiwaniom tych piłkarzy najwyższej klasy. Więc musimy mądrością szukać takich, na jakich nas stać. Więc założenie innego celu niż utrzymanie się byłoby samobójczym podejściem, a na pewno nie jestem samobójcą.
Nafciarze Bez Filtra Extra - Konferencja prasowa przed #WPŁWID
Natomiast ja mam jeszcze marzenia. Chciałbym z Wisłą osiągnąć realny sukces i nie uważam za taki ósmego czy piątego miejsca w lidze. Ja jako działacz piłkarski już to wszystko przeżyłem. Byłem nawet na czwartym miejscu. Zdobyłem także, oczywiście ja byłem tam jednym malutkim elementem maszyny - Puchar Polski. Więc zostało już tylko ligowe podium. I ja nigdy nie będę tego ukrywał. Zawsze mierzę wysoko.
Bo sam jeszcze czynnie uprawiam sport, w którym też dwa razy zająłem najwyżej czwarte miejsce. Jestem wściekły, że nigdy nie zdobyłem medalu. Więc w piłce może będzie szybciej niż w mojej dyscyplinie. Bardzo w to wierzę i dlatego pracuję w sporcie. Bo to jest jeden ze sposobów na realizację marzeń.
Michał Sporczyk: Czy przewidział Pan jako prezes jakąś specjalną premię za pierwszą wygraną zespołu?
Maciej Wiącek: Póki co nie mogę tego powiedzieć. W kadrze jest trzydziestu ludzi, któryś z nich za chwilę to zobaczy i będzie oczekiwał konkretnej deklaracji. No ale oczywiście są mecze, za które drużyna będzie specjalnie wynagradzana.
Michał Sporczyk: Ostatni temat, który chciałem poruszyć w naszej rozmowie to temat frekwencji. Jak patrzę na ilość sprzedanych karnetów, to trochę mi się to nie zgadza. Bo Wisła, która osiągnęła bardzo dobry wynik w poprzednim sezonie. Wisła, która od początku tego okresu przygotowawczego wygrywa mecz za meczem. Do tego wszyscy w klubie mówią, że będzie grała bardziej ofensywnie. No bo jednak sam Adam Majewski podkreśla na każdym kroku, że on będzie chciał, żeby ta piłka była inteligentna i jak to mówi "taka jaką on sam grał, będąc zawodnikiem".
Maciej Wiącek: Znaczy od razu, tutaj przerwę, przepraszam, z pewnością będą też mecze w których będziemy musieli bronić. Nie oszukujemy się. Nie mamy siły ofensywnej Arsenalu, Liverpoolu, Realu i tak dalej, które nie ważne z kim grają, to zawsze chcą mieć piłkę i atakować.
Natomiast wiadomo, że te topowe zespoły zawsze chcą kreować wydarzenia na boisku. My takiej drużyny nie mamy. Ale na pewno będzie więcej odwagi i więcej ryzyka w naszej grze, tego jestem pewien.