Szkoła offline czy online? Debata o smartfonach na szkolnych korytarzach - prawniczka wyjaśnia!

Jeszcze kilkanaście lat temu szkolny dzwonek oznaczał początek świata, który należał wyłącznie do uczniów. Przerwy wypełniały rozmowy, gra w klasy, piłkę czy zwykłe siedzenie na korytarzu z koleżankami i kolegami. Dziś obraz wielu szkół wygląda zupełnie inaczej. Zamiast gwaru rozmów coraz częściej widać dziesiątki dzieci pochylonych nad ekranami smartfonów. Są obok siebie, ale jednocześnie każdy funkcjonuje w swoim cyfrowym świecie. To właśnie ten obraz stał się symbolem współczesnej szkoły i jednocześnie początkiem jednej z najgorętszych debat ostatnich lat.

Zakaz telefonów w szkołach Zakaz telefonów w szkołach
Źródło zdjęć: © Freepik | Freepik
Aleksandra Zajkowska

Dyskusja o telefonach w szkołach dawno przestała dotyczyć wyłącznie urządzeń elektronicznych. W rzeczywistości jest sporem o to, jak wychowywać młode pokolenie w świecie nowych technologii. Czy państwo powinno chronić dzieci przed nadmiarem bodźców, ograniczając dostęp do smartfonów, czy raczej uczyć je odpowiedzialnego korzystania z narzędzi, które i tak będą im towarzyszyć przez całe życie? Odpowiedź ustawodawcy jest jednoznaczna. Od 1 września 2026 r. w szkołach podstawowych zacznie obowiązywać ustawowy zakaz korzystania z telefonów komórkowych podczas pobytu uczniów w szkole.

Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że chodzi wyłącznie o kolejną zmianę w Prawie oświatowym. W rzeczywistości projekt dotyka znacznie głębszego problemu – kondycji psychicznej dzieci, jakości relacji rówieśniczych, roli szkoły we współczesnym świecie oraz granic ingerencji państwa w proces wychowania. Dlatego warto spojrzeć na tę nowelizację nie tylko przez pryzmat nowych przepisów, ale również ich społecznych konsekwencji.

Od 1 września 2026 r. polskie szkoły podstawowe mają funkcjonować według nowych zasad. Smartfon, który przez ostatnie kilkanaście lat stał się nieodłącznym elementem szkolnej codzienności, ma zniknąć z rąk uczniów na czas pobytu w szkole. Rząd zdecydował się bowiem na rozwiązanie bezprecedensowe – zamiast pozostawić szkołom swobodę regulowania tej kwestii, postanowił wprowadzić jednolity, ustawowy zakaz korzystania z telefonów komórkowych we wszystkich szkołach podstawowych.

To znacznie więcej niż zwykła nowelizacja Prawa oświatowego. To wyraźny sygnał, że państwo uznało problem nadmiernego korzystania z urządzeń mobilnych przez dzieci za zjawisko wymagające interwencji ustawowej. Jest to jednocześnie jedna z nielicznych sytuacji w ostatnich latach, gdy ustawodawca odbiera szkołom część ich autonomii organizacyjnej, uznając, że jednolite rozwiązanie będzie skuteczniejsze niż setki różnych regulaminów obowiązujących w poszczególnych placówkach.

Do tej pory zasady korzystania z telefonów określały statuty szkół. W jednej placówce uczniowie mogli korzystać z nich podczas przerw, w innej obowiązywał całkowity zakaz, jeszcze gdzie indziej telefony były wykorzystywane jako pomoc dydaktyczna. Ministerstwo Edukacji uznało jednak, że taki model prowadzi do chaosu oraz nierównego traktowania uczniów. W uzasadnieniu projektu podkreślono, że szkoły pozostawiono same sobie z problemem, który urósł do rozmiarów ogólnospołecznych.

Dyrektorzy musieli samodzielnie mierzyć się z presją rodziców, sporami w radach pedagogicznych i trudnościami w egzekwowaniu przyjętych zasad. W ocenie projektodawców dopiero regulacja ustawowa może zapewnić jednolity standard i odciążyć szkoły od odpowiedzialności za podejmowanie niepopularnych decyzji.

Projekt przewiduje prostą zasadę – uczeń szkoły podstawowej nie będzie mógł korzystać z telefonu komórkowego ani innego urządzenia umożliwiającego komunikację lub rejestrowanie obrazu i dźwięku podczas pobytu na terenie szkoły związanego z realizacją zajęć dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych. Zakaz obejmie zatem nie tylko lekcje, ale również przerwy, zajęcia na boisku czy wyjścia edukacyjne organizowane poza budynkiem szkoły. Nie oznacza jednak całkowitego wyeliminowania smartfonów. Ustawodawca przewidział wyjątki związane z realizacją procesu nauczania, względami zdrowotnymi oraz sytuacjami zagrożenia życia i zdrowia.

Z perspektywy prawnika najbardziej interesujące jest jednak nie to, co ustawodawca zakazuje, lecz sposób, w jaki próbuje to zrobić. Projekt został przygotowany z dużą ostrożnością legislacyjną. Nie pojawia się w nim obowiązek konfiskowania telefonów ani możliwość przeglądania ich zawartości. Wręcz przeciwnie – projekt wprost wskazuje, że ewentualne miejsca przechowywania urządzeń mają gwarantować bezpieczeństwo telefonów oraz ochronę prawa ucznia do prywatności, w szczególności poprzez uniemożliwienie osobom nieuprawnionym dostępu do ich zawartości. Jest to niezwykle istotne z punktu widzenia konstytucyjnego prawa do prywatności oraz ochrony danych osobowych.

Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że projekt nie tworzy nowych sankcji ustawowych. Uczeń naruszający zakaz nie otrzyma z mocy ustawy określonej kary. Nadal stosowane będą środki wychowawcze oraz kary przewidziane w statucie szkoły, a konsekwencją może być również obniżenie oceny zachowania. To rozwiązanie należy ocenić pozytywnie. Pozwala ono zachować zasadę proporcjonalności oraz pozostawia szkołom możliwość indywidualnego reagowania na konkretne sytuacje zamiast automatycznego karania każdego naruszenia.

Jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że projekt rozwiązuje przede wszystkim problem organizacyjny szkoły, a nie problem cywilizacyjny. Smartfon nie jest bowiem przyczyną uzależnienia cyfrowego. Jest jedynie jego narzędziem. Źródłem problemu pozostaje sposób korzystania z technologii, brak kompetencji cyfrowych, nieograniczony dostęp do mediów społecznościowych oraz niewystarczająca edukacja w zakresie higieny cyfrowej.

Paradoksalnie sam projekt ustawy doskonale to dostrzega. W jego uzasadnieniu przywołano liczne badania naukowe dotyczące wpływu smartfonów na zdrowie psychiczne dzieci, ich koncentrację oraz relacje społeczne. Wskazano wyniki badań prowadzonych przez uniwersytety w Stanach Zjednoczonych, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii czy Norwegii, z których wynika, że ograniczenie korzystania z telefonów może poprawiać

wyniki edukacyjne, zmniejszać skalę przemocy rówieśniczej oraz wzmacniać relacje społeczne. Jednocześnie Ministerstwo Edukacji zapowiada wprowadzenie edukacji zdrowotnej oraz nowych elementów edukacji medialnej, których celem będzie właśnie nauka odpowiedzialnego korzystania z technologii.

W tym miejscu pojawia się jednak zasadnicze pytanie. Czy państwo powinno przede wszystkim zakazywać, czy raczej uczyć?

To pytanie nie ma łatwej odpowiedzi. Zwolennicy nowych przepisów wskazują, że szkoła od dawna przestała być miejscem rozmów podczas przerw. Coraz częściej staje się przestrzenią, w której kilkuset uczniów siedzi obok siebie, ale każdy patrzy wyłącznie we własny ekran. Przeciwnicy odpowiadają, że młody człowiek prędzej czy później i tak wróci do telefonu, a szkoła powinna nauczyć go odpowiedzialnego korzystania z technologii zamiast tworzyć sztuczną rzeczywistość pozbawioną urządzeń cyfrowych. Ten argument trudno zignorować. Dzisiejszy rynek pracy wymaga kompetencji cyfrowych, krytycznego myślenia, umiejętności wyszukiwania informacji oraz świadomego funkcjonowania w świecie nowych technologii. Zakaz sam w sobie żadnej z tych kompetencji nie rozwija.

Nie oznacza to jednak, że projekt należy ocenić negatywnie. Wręcz przeciwnie. Z legislacyjnego punktu widzenia jest on przygotowany stosunkowo starannie. Uwzględnia wyjątki wynikające ze stanu zdrowia uczniów, chroni ich prywatność, pozostawia szkołom swobodę organizacji depozytów telefonów i nie tworzy nadmiernie represyjnego systemu kar. W tym zakresie trudno zarzucić projektowi naruszenie konstytucyjnej zasady proporcjonalności wynikającej z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP. Ograniczenie możliwości korzystania z telefonu jest bowiem ograniczone czasowo, dotyczy wyłącznie pobytu ucznia w szkole i służy realizacji ważnego interesu publicznego, jakim jest ochrona zdrowia dzieci oraz zapewnienie prawidłowego przebiegu procesu edukacyjnego.

Największą niewiadomą pozostaje natomiast praktyka. Żadna ustawa nie sprawi, że uczniowie nagle przestaną przynosić telefony do szkoły. Żaden przepis nie spowoduje automatycznie poprawy koncentracji ani odbudowy relacji rówieśniczych. O sukcesie nowych regulacji zdecydują nie przepisy, lecz codzienna praca nauczycieli, współpraca rodziców oraz umiejętność konsekwentnego, ale rozsądnego stosowania nowych zasad.

Historia prawa pokazuje, że zakazy bywają skuteczne wtedy, gdy towarzyszy im edukacja. Gdy stają się jedynym narzędziem działania państwa, często okazują się jedynie rozwiązaniem doraźnym. Dlatego prawdziwym sprawdzianem dla nowych przepisów nie będzie 1 września 2026 r., lecz to, czy za kilka lat uczniowie opuszczający szkołę będą potrafili korzystać z technologii rozsądniej niż ich poprzednicy. Jeżeli tak się stanie, zakaz okaże się początkiem zmiany kultury cyfrowej w polskiej szkole. Jeżeli nie – pozostanie jedynie kolejnym przykładem przekonania, że problemy wychowawcze można rozwiązać wyłącznie za pomocą ustawy.

Niezależnie od tego, czy ktoś jest zwolennikiem zakazu, czy uważa go za zbyt daleko idącą ingerencję państwa, jedno wydaje się bezsporne – smartfony zmieniły dzieciństwo bardziej niż jakakolwiek wcześniejsza technologia. Dzisiejsze pokolenie dorasta równocześnie w dwóch światach: rzeczywistym i cyfrowym. Szkoła nie może udawać, że ten drugi nie istnieje, ale nie może też ignorować problemów, które ze sobą przynosi.

Nowe przepisy są próbą znalezienia równowagi między prawem dziecka do korzystania z nowoczesnych technologii a obowiązkiem państwa zapewnienia bezpiecznych warunków nauki i rozwoju. Sam zakaz nie odbuduje relacji między uczniami, nie nauczy krytycznego myślenia ani odpowiedzialnego korzystania z internetu. Może jednak stworzyć przestrzeń do tego, aby dzieci znów częściej spojrzały na siebie zamiast w ekran telefonu. To, czy ta szansa zostanie wykorzystana, zależeć będzie już nie od ustawodawcy, lecz od nauczycieli, rodziców i samych uczniów.

Być może za kilka lat okaże się, że najważniejszym skutkiem tej nowelizacji nie będzie liczba odłożonych do szkolnych depozytów smartfonów, lecz liczba rozmów, które dzięki temu ponownie pojawiły się na szkolnych korytarzach. Jeżeli tak się stanie, ustawa osiągnie cel znacznie ważniejszy niż samo wyegzekwowanie zakazu – pomoże przywrócić szkole jej podstawową funkcję, czyli budowanie wspólnoty, w której technologia jest narzędziem, a nie centrum życia młodego człowieka.

Aleksandra Zajkowska
Aleksandra Zajkowska © Screen ze strony | Aleksandra Zajkowska
Wybrane dla Ciebie